24 sierpnia Ukraina obchodzi Dzień Niepodległości. Zaapelował pan: „Spotkajmy się tego dnia na Placu Zamkowym o godzinie 18.30”. Wspiera pan aktywnie Ukrainę, choć sentyment społeczny w Polsce wobec jej obywateli nieco się zmienia.

Nigdy trendy nie decydowały o tym, co robię, tylko moje przekonania i wrażliwość. Apeluję, żebyśmy spotkali się licznie na zgromadzeniu 24 sierpnia, bo nasi sąsiedzi giną na polu walki. Należą się im słowa podziękowania, wyrazy szacunku i pomoc, która jest uzasadniona najzwyczajniejszą ludzką przyzwoitością.

Czytaj więcej

Rosja wykorzystuje spór Polski z Ukrainą o Wołyń. „Dezinformacja eksplodowała”

Część Polaków odwraca się od Ukraińców.

Wielu z nas jest ludźmi wierzącymi. Nauka Chrystusa mówi o tym, żeby pomagać ludziom w cierpieniu, tak jak pomagaliśmy na początku agresji Rosji na Ukrainę. Powodem, dla którego uważam, że powinniśmy pomagać, jest też zwyczajna kalkulacja.

Jak to?

Celowo użyłem tego słowa, które może być interpretowane negatywnie. Polityczna kalkulacja. Ci panowie i te panie w Polsce, którzy atakują obywateli ukraińskich u nas, którzy biją dzieci, kobiety – poza tym, że jest to godne najwyższego potępienia i ukarania – są po prostu naiwni. To są ludzie naiwni, ponieważ nie zdają sobie sprawy, że przegrana Ukrainy to przegrana Polski.

Może też ich nastawienie wynika z trudnych historycznie relacji Polski i Ukrainy?

Myślą krótkofalowo. Rozumiem, że historia relacji ukraińsko-polskich jest skomplikowana, żeby nie powiedzieć: tragiczna i pełna zbrodni, ale to jest przeszłość, która nie powinna wpływać na to, co dzisiaj dzieje się w relacjach polsko-ukraińskich. Nie wolno nam być agresorami w naszej ojczyźnie. Nie należy mylić wroga, którym jest Rosja, z Ukraińcami. To jest kompletne pomieszanie pojęć.

Apeluję do Polaków, żeby nie dawali sobą manipulować

Wracając do politycznej kalkulacji…

Tym, którzy podgrzewają nastroje antyukraińskie, chodzi o zdobycie władzy. Apeluję do naszych obywateli, żeby nie dawali sobą manipulować. Rosjanie wygrywają wojnę, jeśli chodzi o wpływy na opinię publiczną w mojej ojczyźnie. Nie zapominajmy, kto próbuje nami manipulować. Wojnę informacyjną przegrywamy. Z tego punktu widzenia również uważam za ważne, żeby się spotkać w poniedziałek na Placu Zamkowym i żeby zamanifestować naszą obecność, nie tworzyć obrazu Polski, takiego, jaki niektórzy proponują namalować. Chciałbym, żeby w „Le Monde”, „Der Spiegel”, w Moskwie czy w Pekinie napisano, że w Polsce są obywatele, którzy nie zgadzają się z agresją wobec Ukraińców w Polsce, nie zgadzają się z agresją Rosji wobec Ukraińców w ich ojczyźnie. Chciałbym dopełnić obraz mojej ojczyzny tym spotkaniem i solidarnością z walczącą Ukrainą.

Czytaj więcej

Poparcie dla pomocy wojskowej Ukrainie topnieje. Sondaż dla „Rzeczpospolitej”

Skąd pana zdaniem bierze się ta niechęć niektórych Polaków do Ukraińców?

Pewnie jest to bardziej skomplikowane, niż ja to widzę. Nie jestem socjologiem, politologiem ani politykiem. Jestem zwykłym obywatelem, któremu zdarza się zabierać głos publicznie. Jak nie wiesz, o co chodzi, chodzi o pieniądze. Czego innego pewnie spodziewali się ludzie w Europie, ludzie w Polsce, sami Ukraińcy od tego, co się będzie działo po rozpoczęciu wojny. Akty solidarności, których świadkami byliśmy, których byliśmy uczestnikami, miały granice wytrzymałości – z jednej strony Polaków, z drugiej strony Ukraińców. Kwestia Wołynia, tych zbrodni, odegrała znaczącą rolę. Bywałem w Przemyślu i byłem w kontakcie tak z Polakami, jak i z Ukraińcami, i wiem, jakie to trudne, a jednocześnie jak proste.

Kanclerz Helmut Kohl, kanclerz Willy Brandt potrafili zamanifestować swój stosunek do przeszłości w sposób bezdyskusyjny dla mojej ojczyzny. Myślę, że mamy prawo – mówię „my”, Polacy – do większego zrozumienia naszej tragedii. Wiem, że ta tragedia była wspólną tragedią ze strony naszych partnerów ukraińskich. Okazało się, że akt pana prezydenta Wołodymyra Zełenskiego nadania tytułu Ukraińskiej Powstańczej Armii oddziałowi ukraińskiej armii, był trudny dla społeczeństwa polskiego do zaakceptowania. Jednocześnie zabrakło woli dialogu. Każdy kraj ma swoją historię i jeden kraj nie powinien układać historii drugiego kraju, narzucać mu historii. A jednak są sytuacje, które powinny być wzięte pod uwagę. To wszystko wymaga dialogu, wymaga czasu na dialog.

Czytaj więcej

Po decyzji Zełenskiego liczba antyukraińskich treści w polskiej sieci wzrosła o 345 proc.

Różne siły polityczne czyhają na pretekst, żeby rozbudzać nastroje, które będą ich prowadziły do władzy

Wołodymyr Zełenski popełnił błąd, nadając jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imię bohaterów UPA?

Pyta pan reżysera, aktora, dyrektora, który nie jest politykiem, o ocenę aktu politycznego, więc odpowiem: tak. Nie znam okoliczności tej decyzji, ale myślę, że szkoda, że w otoczeniu prezydenta nie miała miejsca jakaś refleksja na ten temat. To jest trudna sprawa i tu każdy krok, każde słowo się liczy, dlatego że różne siły polityczne czyhają na pretekst, żeby rozbudzać nastroje, które będą ich prowadziły do władzy.

Była też reakcja prezydenta Karola Nawrockiego, który zdecydował się na odebranie Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy.

Żałuję tej decyzji również.

Jak pan myśli, dlaczego jest tak, że Polacy odwracają się teraz od Ukraińców?

Myślę, że po części stali się przedmiotem manipulacji. Jeżeli ktoś mówi, że Ukraińcy mają pierwszeństwo w służbie zdrowia, to są oczywiste kłamstwa, wdzięczne do wykorzystania jako pretekst niechęci do Ukraińców.

Czytaj więcej

Decyzja Zełenskiego ws. „bohaterów UPA” wpłynęła na stosunek Polaków do Ukraińców. Wyniki sondażu

W jaki sposób Ukraińcy nam grożą?

Na czym to polega, że nagle stają się ofiarami agresji, większymi niż być może pojawiający się na ulicy Rosjanie? Nie jestem tego w stanie pojąć. Żeby jeszcze dzieci maltretować, kobiety... Być agresorem wobec takich osób – to przechodzi moje pojęcie współżycia między ludźmi.

Mimo wszystko, nasze społeczeństwo w większości jest wspaniałe. Kryją się w nas niezwykłe, mądre, spokojne, dobre siły i powinniśmy to manifestować. Powinniśmy stawić czoła temu, z czym się nie zgadzamy. A że to wymaga pewnego ryzyka... Mój Boże, do czego to dochodzi? Żebym ja teraz zastanawiał się, czy kiedy będę na tym Placu Zamkowym, ktoś nie rzuci we mnie kamieniem?

Obawia się pan, że może spotkać się z wrogimi reakcjami po publicznym wsparciu Ukrainy?

Z jednej strony mam nadzieję, że ludzie nie będą tak reagowali. Nawet ci, którzy się nie zgadzają z organizatorami święta niepodległości Ukrainy. Z drugiej strony mam nadzieję, że władze zagwarantują spokojny przebieg manifestacji. Poza tym, jest kodeks karny.

Trwa dyskusja na temat tego, czy my powinniśmy w dalszym ciągu wspierać Ukrainę militarnie i finansowo.

Wolę się na ten temat nie wypowiadać, bo zwyczajnie się na tym nie znam. Natomiast wiem, że należy dokonać wszelkiego wysiłku, ażeby przeszkodzić Rosji i zapobiec zwycięstwu Rosji w tej wojnie. Jeśli chodzi o szczegóły, nie mam prawa nawet o tym mówić. Czy przekazywać czołgi, hełmy, samoloty... Odmawiam odpowiedzi na to pytanie.

Czytaj więcej

Sondaż. Wyborcy tak samo podzieleni jak politycy w sprawie deportacji Ukraińców

Teza o ukrainizacji Polski jest bzdurą

Z niedawnego sondażu „Rzeczpospolitej” wynika, że 67 proc. badanych popiera deportację z Polski niepracujących legalnie Ukraińców w wieku poborowym.

…żeby ginęli, na przykład. Znam te poglądy: „A co oni tu robią? Przecież powinni być w okopach.” Jeżeli ktoś nie chce brać udziału w wojnie, to ma do tego prawo. Wiem, że to jest straszne, bo jego kolega z klasy ginie, a on mówi, że nie chce walczyć. W armii izraelskiej są żołnierze, którzy odmawiają służby z powodu przekonań religijnych. Słowo „deportacja” jest koszmarne. Znaczy, że będziemy łapali, żeby deportować. Mają wrócić w Polsce łapanki? Nie chcę tego. I pewnie nie chciałbym, żeby mój syn ginął w okopach.

Spędził pan trzydzieści trzy lata we Francji. Czy kiedyś spotkał się pan z niechęcią, z reakcjami innych aktorów, reżyserów, którzy uważali, że odbiera pan im pracę, zagraża, szkodzi?

Być może tak ktoś kiedyś tam myślał, ale nigdy nie spotkałem się we Francji z jakimkolwiek aktem nieprzyjaźni czy agresji z powodu mojego polskiego pochodzenia.

Polska staje się bogatym krajem, wspaniałą gospodarką, uznaną na świecie. Ludziom żyje się lepiej. Kraj wygląda wspaniale. Dużo podróżuję po Polsce, rozmawiam z setkami ludzi. Pytanie, czym ta ukraińska kobieta zagraża tym, którzy byli wobec niej agresywni? Co ona takiego robi? Co robi złego to dziecko, które chodzi do polskiej szkoły, uczy się polskiego? W czym przeszkadzają Ukraińcy pracujący i płacący podatki? Co to za terminologia, która z ust pewnego przywódcy pada od początku wojny – „ukrainizacja Polski”? Co to za bzdura? Obecność Ukrainek i Ukraińców w Polsce powinna być dla nas szansą. Są wśród nich ludzie wykształceni. Są ludzie, którzy mają inny rodowód kulturowy. Czemu się tym nie wzbogacić? Oni też są chrześcijanami, na litość boską.

Niektórych potrafi irytować to, że jeżdżą lepszymi samochodami albo ubierają się w sposób, który wskazuje na zamożność.

To już jest zupełna aberracja. Widzę od czasu do czasu drogie samochody ze znakami rejestracyjnymi z Ukrainy. No i co z tego? Na litość Boga!

Ukraina obchodzi Dzień Niepodległości, a zagrożenie ze strony Rosji nie maleje.

Niezwykłe jest to, że wojna trwa już cztery lata i Rosja jej nie wygrała. Czy armia posuwa się w lewo, czy w prawo, niech mówią o tym specjaliści. Jako obywatel, zauważam, że temat Ukrainy jest tematem światowym. To nie jest jakaś marginalna operacja wojskowa. Wojna trwa już tyle lat i Rosja nie potrafi jej wygrać. Z Niemcami tyle nie walczyliśmy. A jak to się skończy? To będzie strasznie trudne, gdy wojna zakończy się i żołnierze wrócą do domów i trzeba będzie zająć się rannymi. Wiem, ile ranny żołnierz dostaje miesięcznie. To wszystko będzie musiało być powoli rozwiązywane. A przecież walki polityczne będą nadal trwały. Wszyscy biją się o to, kto będzie odbudowywać Ukrainę i jak najszybciej podpisać kontrakty, bo można będzie na tym zarobić dużo pieniędzy. Krótko mówiąc, Rosja nie wygrywa i dzisiaj to jest dobra wiadomość, która musi nam wystarczyć.

Zachęcam wszystkich do zamanifestowania swojej solidarności z walczącą Ukrainą. Powinniśmy wspierać Ukrainę do samego jej zwycięstwa nad Rosją.

Andrzej Seweryn

aktor teatralny i filmowy, reżyser teatralny, dyrektor naczelny Teatru Polskiego im. Arnolda Szyfmana w Warszawie, odznaczony m.in. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, medalem Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, francuskim Orderem Narodowym Legii Honorowej i francuskim Orderem Narodowym Zasługi  

Czytaj więcej

Marek Kozubal: Jak Rosja może uderzyć w Polskę. Sięgnie po sprawdzone metody