Koalicja Obywatelska – parafrazując słynną frazę – wygrywa w sondażu, ale się nie cieszy. Partia Donalda Tuska wspięła się na poziom 32 proc. poparcia i nie jest w stanie zrobić kolejnego kroku. A to – biorąc pod uwagę wyniki innych partii – może oznaczać pyrrusowe zwycięstwo podobne do osiągniętego przez PiS w 2023 roku.

Donald Tusk i KO jak Jarosław Kaczyński i PiS w 2023 roku. Do głosowania zachęcają strachem

Zresztą Donald Tusk wprowadza partię na podobną ścieżkę, na którą w 2023 roku wprowadził ją Jarosław Kaczyński – dziś wiele wskazuje na to, że kampania wyborcza będzie w wykonaniu KO oparta na strachu przed powrotem do władzy PiS pod rękę z obiema Konfederacjami, podlanym strachem przed Rosją. To wystarczy, aby zmobilizować już dawno przekonanych, ale raczej nie daje szans na mobilizację tych, którzy – jak Witkacy w piosence Jacka Kaczmarskiego – uważają, że polityka to „w krysztale pomyje”.

Czytaj więcej

Nowy sondaż partyjny: PiS traci. Nie widać „efektu Czarnka”

Ci, przy kampanii opartej na strachu, raczej utwierdzą się w tym przekonaniu i zostaną w domu (co zresztą widać w naszym sondażu – prognozowana frekwencja to 57,4 proc., znacznie mniej od rekordowych 74 w 2023 roku). KO natrafia więc na szklany sufit, co – wobec rozkładu Polski 2050 i balansowania PSL na progu wyborczym – sprawia, że jest zbyt mała, by rządzić sama i brakuje jej koalicjantów, z którymi mogłaby podjąć się tego zadania.

Efektu Przemysława Czarnka nie ma. PiS, jeśli chce rządzić, jest skazany na trudną koalicję

Jednocześnie PiS może tylko zazdrościć takich problemów KO, bo partia ta buksuje w miejscu i tęsknie spogląda w stronę poparcia na poziomie 30 proc., które jeszcze niedawno było dla tego ugrupowania czymś oczywistym. Jeśli Przemysław Czarnek miał doprowadzić do tzw. efektu Czarnka, w postaci odwrócenia sondażowych trendów, to na razie jest to efekt bezobjawowy. PiS po niewielkim wzroście w marcu, w kwietniu wraca na wcześniejszy poziom. Tak jak w przypadku KO wydaje się, że partia ta nadal jest w stanie do siebie przekonać głównie przekonanych, a tych ubyło w związku z pojawieniem się silnej prawicowej konkurencji w postaci Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna.

Jeśli Trump będzie nadal utrzymywał świat w takim napięciu, w Polsce skorzystać może na tym właśnie lewica. 

Nawet jednak gdyby taką koalicję udało się zbudować, byłaby ona dla PiS trudna. Sławomir Mentzen z Krzysztofem Bosakiem niewątpliwie uważnie patrzyliby Kaczyńskiemu na ręce, czy ten nie próbuje zafundować im losu LPR, Samoobrony tudzież Porozumienia Jarosława Gowina. A w tle byłby jeszcze nieprzewidywalny Grzegorz Braun. Pytanie o to, jak bardzo sterowny byłby taki układ wydaje się oczywiste. 

A może polską scenę polityczną odmieni Donald Trump?

A może taki scenariusz za chwilę okaże się nieaktualny? Ciekawie robi się za plecami KO i PiS, gdzie po cichu, niepostrzeżenie, rosnąć zaczynają Nowa Lewica i Razem. Łącznie formacje te mają obecnie poparcie większe niż Konfederacja i choć Razem nadal znajduje się poniżej progu wyborczego, to jednak znacząco się do niego zbliża.

Kto wie, czy w polskiej polityce zamiast efektu Czarnka nie zobaczymy więc efektu Trumpa, a więc wzrostu poparcia dla sił liberalnych i lewicowych wobec obaw co do tego, czy świat rządzony zgodnie z regułami ruchu MAGA, oddany w ręce altprawicy i jej sympatyków jest aby na pewno wymarzonym miejscem do życia. Zwycięstwo wyborcze Trumpa wywołało w Europie nadzieję na to, że wiejący zza oceanu wiatr historii przyniesie klęskę lewicy w Europie. Dziś jednak nawet w USA część ruchu MAGA ma wątpliwości co do posunięć jego lidera, a w Europie dominującym uczuciem związanym z kolejnymi posunięciami i wypowiedziami Trumpa zaczyna być przerażenie.

Ciekawie robi się za plecami KO i PiS, gdzie po cichu, niepostrzeżenie, rosnąć zaczynają Nowa Lewica i Razem

Jeśli Trump będzie nadal utrzymywał świat w takim napięciu, w Polsce skorzystać może na tym właśnie lewica. Gdyby Adrianowi Zandbergowi i Włodzimierzowi Czarzastemu jeszcze raz udało się zawrzeć zawieszenie broni i zbudować jedną lewicową listę, mogłoby się okazać, że wszystkie dotychczasowe układanki oparte na aktualnych sondażach trzeba wyrzucić do kosza.