Holendrzy odprawiali gorzkie żale narzekając, że wynik ich meczu z Polską (2:1) jest niesprawiedliwy, bo powinni wygrać wyżej. Oczywiście — mieli tyle sytuacji, że powinni. Ale nie zrobili tego, bo albo przeszkadzali im Polacy, albo nie byli dość dobrzy. To, co nazywa się potocznie „szczęściem” lub „pechem”, to nic innego jak umiejętności. Na tym polega piłka nożna.
Sytuacja jest szczególna, bo do tej pory na ogół krytykowaliśmy reprezentację nawet, kiedy wygrywała, a teraz chwalimy ją po porażce. W dodatku to pierwsza przegrana, od kiedy trenerem został Michał Probierz. Inaczej mówiąc: drużyna przegrała bodaj najważniejszy mecz, a my skandujemy „nic się nie stało”.
Czytaj więcej
Impreza w Niemczech będzie najnormalniejszym turniejem piłkarskim od lat, ale nie pozostanie raczej wolna od polityki
Kiedy trenerem był Jerzy Brzęczek, reprezentacja nie wygrała pierwszych sześciu meczów. Zaczęła zwyciężać wtedy, gdy zaczęły się eliminacje mistrzostw Europy, czyli w odpowiednim momencie. Teraz sytuacja jest odwrotna.
Polska — Holandia. Dlaczego nie skandujemy, że nic się nie stało?
Polacy z Holandią zagrali inaczej, niż dotychczas: odważnie, ładnie, w sposób urozmaicony. To właśnie sprawiło, że spotkali się z sympatią. Ciekawe, że wolimy ładnie przegrać, niż brzydko wygrać.
Czytaj więcej
Nasi piłkarze zagrali z Holendrami na Euro 2024 piłkę na miarę swoich możliwości i choć nie zdobyli punktów, to jest nadzieja, że podczas tego turn...
Kiedy emocje opadły i zaczęła się merytoryczna analiza, znaleźli się i winowajcy porażki. Nicola Zalewski, który znowu rozegrał bardzo dobry mecz, podał raz jakby dopadła go pomroczność jasna, co zakończyło się stratą pierwszej bramki. Zalewski zrobił już coś takiego w poprzednim spotkaniu, z Turcją. Wykopał piłkę ze swojej pozycji bocznego obrońcy (w tym wypadku) na środek boiska, gdzie kończy się pole karne. Turcy prezentu nie wykorzystali, a Cody Gakpo to zrobił.
Już na pierwszych zajęciach juniorom wpaja się zasadę, że w sytuacjach zagrożenia, w pobliżu swojego pola karnego lepiej piłkę wybić w aut, niż narazić się na stratę utrzymując ją w boisku. A jeśli dyshonorem jest wybicie, to przynajmniej trzeba ją kopnąć wzdłuż linii, a nie na środek, gdzie jest najniebezpieczniej.
Czytaj więcej
To był jeden z najlepszych meczów reprezentacji Polski w ostatnich latach. Przegraliśmy z Holandią, ale po grze nie przynoszącej wstydu.
Zalewski musiał o tym wiedzieć, ale dwa takie same przypadki w ciągu kilku dni wymagają zastanowienia: dlaczego to zrobił. Będąc przy okazji pewnym siebie, jednym z najlepszych zawodników naszej drużyny.
Polska — Holandia. Kto bije się w pierś po porażce
W piersi zaczynają się bić inni zawodnicy. Virgil van Dijk nie może sobie darować, że umożliwił Adamowi Buksie oddanie strzału, a Bartosz Salamon wini siebie, że nie zablokował Wouta Weghorsta. Dobrze to o nich świadczy, ale nie przesadzajmy, z takich sytuacji składa się piłka. W wielu innych przypadkach dzięki postawie van Dijka i Salamona gole nie padły.
Rozumiem, że obaj obrońcy mogą mieć poczucie winy. Kiedyś Jeno Buzanszky, prawy obrońca węgierskiej „Złotej Jedenastki” opowiadał mi, że to przez niego Węgrzy nie zostali mistrzami świata. - Gdybym przy strzale Helmuta Rahna podniósł nogę o pięć centymetrów wyżej, piłka odbiłaby się od piszczela. Podniosłem za nisko i wpadła do bramki.
Czytaj więcej
Reprezentacja Szwajcarii świetnie rozpoczęła Euro 2024: wygrana 3:1 z najlepszymi od lat Węgrami wydaje się potwierdzeniem jej medalowych aspiracji...
Buzanszky mówił to pół wieku po mistrzostwach świata w Szwajcarii wyraźnie przejęty, jakby to było wczoraj. To co ma powiedzieć - jeśli w ogóle ma cokolwiek do powiedzenia) - stoper Węgrów Willi Orban, który w ostatniej minucie meczu ze Szwajcarią, kiedy jeszcze była szansa na wyrównanie, podał piłkę na nogę Breela Embolo, doprowadzając do utraty gola i porażki na powitanie mistrzostw Europy? Taki Orban to jest dopiero nieszczęście.