Reżyser nie ponosi winy za to, jak ustrój obszedł się z piłkarzem, ale nie ma już nikogo, kto mógłby tę krzywdę naprawić. PRL szczęśliwie leży na wysypisku historycznych śmieci i mimo że mniej wykształceni ludzie bez poczucia humoru starają się go reanimować, to przecież nikt normalnie myślący na to nie pozwoli.
Sportowcom w PRL nie wiodło się źle, ponieważ stanowili towar eksportowy. Bo kto rozsławiał Polskę lepiej niż sportowcy? Filmowcy z Andrzejem Wajdą na czele, szkole filmowej dorównywała polska sztuka plakatu. Były jeszcze polskie jabłka, suszone grzyby z narodowych borów i to chyba wszystko. Bo Mirosława Hermaszewskiego Sowieci zabrali w kosmos po znajomości. Przez lata jak człowiek mówił gdzieś w świecie, że jest z Polski, w odpowiedzi słyszał: Deyna, Lato, Boniek, a potem Wałęsa i Jan Paweł II, którzy zresztą ten ustrój skutecznie na wspomniany śmietnik wysłali.
Zdarzało się jednak, że karząca ręka ludowej sprawiedliwości sięgała i do sportu. Banaś, któremu zakazano wyjazdów na igrzyska i mistrzostwa świata, stał się wyjątkową ofiarą. Ale nie pierwszą. W roku 1960 w kadrze Polski na igrzyska olimpijskie w Rzymie nie znalazł się najlepszy wtedy piłkarz Roman Korynt z Lechii Gdańsk. W korespondencji z poznanym Niemcem, uciekinierem z Gdańska, napisał, że za mecze w kadrze otrzymywał pieniądze. Jakiś niemiecki brukowiec dodał do tej informacji coś od siebie, Polakowi zarzucono złamanie zasad amatorstwa, a wszystko dlatego, że gdyby MKOl zawiesił Polskę, to nasze miejsce w Rzymie zajęliby Niemcy. Sprawę wyjaśniono, ale Korynta ukarano.
Równie haniebną decyzję podjęły władze partyjne wobec Krystiana Koźniewskiego. To był zdolny piłkarz grający w Odrze Opole (u Antoniego Piechniczka) i młodzieżowej reprezentacji Polski. Kiedyś leczył kontuzję w sanatorium w Korfantowie i z nudów oglądał w świetlicy telewizję. Miał nieszczęście trafić na przemówienie Edwarda Gierka, które nie przypadło mu do gustu. Dał temu głośno wyraz, ktoś go podkablował, a PZPN zdyskwalifikował go dożywotnio! 23-letniemu chłopakowi za poglądy sprzeczne z linią partii zabroniono grać w piłkę.
Ta sama partia, która tak hołubiła piłkarzy, dopóki byli potrzebni, nie dbała o nich, kiedy stawali się emerytami. Wcześniej mieli wprawdzie lewe etaty w kopalniach, hutach, stoczniach, wojsku i milicji, ale rzadko – a to już ich wina – myśleli o przyszłości. Zresztą co oni mogli zrobić z tymi pieniędzmi, lepszymi niż u przeciętnego Polaka. Złotówka nie była wymienialna, można było mieć jedno mieszkanie i jeden samochód. Niewielu bohaterów z Wembley i Monachium się dorobiło. Żyją skromnie, powoli odchodzą w zapomnienie. Jan Banaś jest symbolem tamtego pokolenia.