W czwartkowe popołudnie byliśmy świadkami cudu w siedzibie Narodowego Banku Polski przy ul. Świętokrzyskiej – prezes Adam Glapiński, jak nie on, mówił na konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej krótko, konkretnie i na temat. Bez stand-upowych bonmotów, politycznych gawęd i straszenia spiskiem Niemiec oraz Tuska, chcącego za pomocą euro pozbawić Polskę suwerenności.

Właśnie tak powinny wyglądać konferencje szefa banku centralnego. Do pełnego szczęścia brakuje jeszcze tylko powrotu do sprawdzonego przez ćwierć wieku zwyczaju organizowania ich zaraz po zakończeniu posiedzenia RPP (a nie kolejnego dnia) i zapraszania nań jeszcze dwóch szeregowych członków tego gremium.

Czytaj więcej

Glapiński: Dzisiejsze stopy wystarczą, żeby sprowadzić inflację do celu

Z ubranego w bardziej konkretne niż dotychczas i nieco technokratyczne słowa przekazu (w tym przypadku to zaleta) wyłania się wyjaśnienie wstrzymania (ale tylko wstrzymania, nie zakończenia – zastrzega prezes) podwyżek stóp NBP w ostatnich dwóch miesiącach. RPP wybrała wolniejsze tempo dochodzenia do celu, bo gwałtowana podwyżka – zdaniem prezesa – spowodowałaby zbyt wielkie perturbacje w gospodarce, już i tak zmierzającej w kierunku spowolnienia pod wpływem m.in. zjawisk recesyjnych u naszych europejskich partnerów handlowych.

Sęk w tym, że RPP ma w swoim ustawowym mandacie przede wszystkim obowiązek dbania o stabilny poziom cen, a dodatkowo także wspierania polityki rządu, o ile to nie kłóci się z celem głównym. O obronie gospodarki przed hamowaniem czy wzrostem bezrobocia w ustawie o NBP nie ma mowy. Ktoś mógłby więc twierdzić, że RPP wykracza poza swój mandat (a przecież w myśl art. 7 Konstytucji ograny władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa). Inaczej jest np. w USA, gdzie prawo jasno mówi, że Fed ma dbać zarówno o stabilność cen, jak i maksymalne zatrudnienie.

Najnowsza projekcja przygotowana przez specjalistów z NBP zakłada, że przy takiej polityce inflacja ma zostać sprowadzona w okolice celu inflacyjnego banku centralnego w trzy lata

RPP w ostatnich dwóch miesiącach nie podnosiła stóp, bo uznała, że obecny ich poziom 6,75 proc. jest właściwy z punktu widzenia zwalczania inflacji – przekonywał prezes. I podkreślał, że wprowadzane stopniowo od października ub.r. podwyżki dopiero zaczęły działać: spowodowały ograniczenie kredytów hipotecznych i konsumpcyjnych. Najnowsza projekcja przygotowana przez specjalistów z NBP zakłada, że przy takiej polityce inflacja ma zostać sprowadzona w okolice celu inflacyjnego banku centralnego w trzy lata. Sęk w tym, że horyzont tej projekcji wydłużono o rok, poprzednie pokazywały wcześniejsze zbliżenie do celu.

W międzyczasie jednak czeka nas dalszy wzrost inflacji. Przyspieszenie do 17,9 proc. w październiku, z 17,2 proc. we wrześniu, to jeszcze nie koniec. Przyznaje to nawet prezes Adam Glapiński, którego zdaniem można spodziewać się maksimum około 19 proc. r/r w styczniu lub lutym 2023 r. A więc mantra – zrobiliśmy co trzeba, teraz cierpliwie czekajmy na hamowanie inflacji – pozostała bez zmian. Chciałbym, żeby to się spełniło. Ale do tej pory to zaklęcie nie działało.