Szukamy wymęczeni pociechy w tych świętach. Wszak to doroczne misterium życia i śmierci, śmierci i zmartwychwstania. Pamiętamy czasy, kiedy tę tajemnicę zgłębialiśmy tylko duchowo. Przy kolejnych stacjach drogi krzyżowej przywoływaliśmy pod zamkniętymi powiekami obrazy męki i śmierci Boga-człowieka, który właśnie przez tragizm swych losów stał się tak nam bliski. W wieczór ukrzyżowania trwaliśmy przy sterczącym w niebo krzyżu wpatrzeni w Jego gasnące rysy. A potem, po pełnym niecierpliwego oczekiwania kolejnym dniu wiosny, przychodziła noc rezurekcji.