Przez wiele lat białoruscy parlamentarzyści nie budzili emocji. Wszyscy popierali Aleksandra Łukaszenkę, wszyscy mieli jego poparcie, i wszyscy nie byli uznawani przez Zachód. Opozycji nie dopuszczano do tego – i tak niewiele znaczącego – organu władzy.
Nowy parlament nie będzie miał dużo większego znaczenia, o prawie wszystkim i tak będzie nadal decydował Łukaszenko. Ale zapewne znajdą się w nim opozycjoniści, a więc może być uznany przez Unię Europejską. I wszystko na to wskazuje, że Łukaszenkowska Białoruś nie będzie już obłożona sankcjami. I nie będzie też już dłużej nazywana dyktaturą, choć właściwie nadal nią będzie.