Trudno po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza nie czuć się zdruzgotanym. Polska straciła nie tylko wybitnego samorządowca, wieloletniego lidera lokalnej społeczności, dobrego i życzliwego człowieka, ale również ostatnie skrawki poczucia politycznej niewinności. Bo przecież jeszcze do wczoraj patrzyliśmy na naszą scenę publiczną mając w pamięci dziedzictwo bezkrwawej rewolucji, która w 1989 r. wyniosła do władzy opozycję antykomunistyczną. Szczyciliśmy się, że może i polska polityka jest pełna złości i werbalnej agresji, ale jednak to wciąż w większości przypadków polityka, a nie akty fizycznej przemocy.