Raz jeszcze warto podkreślić: niezależnie od mielizn politycznych i intelektualnych inauguracyjna konwencja Wiosny Roberta Biedronia była znakomitym, świetnie wyreżyserowanym widowiskiem. Fantastycznie skrojonym marketingowo na potrzeby precyzyjnie wybranej grupy celowej: młodych idealistów, którym marzy się dostatnia, bezproblemowa i tolerancyjna Polska.
Czytaj także:
Dąbrowska: Biedroń sztandar wyprowadza
Biedroń skutecznie uderzył w młodzieńczy idealizm. W tym sensie niewątpliwie zaprzęgnie do polityki wyborcę, który dotąd nie miał oferty. Zrobił to w iście hollywoodzkim stylu. Kiedy go oglądałem, miałem wrażenie, że to nie lider Wiosny na Torwarze, a Freddie Mercury na Wembley. Ta sama swoboda przy mikrofonie. Ta sama łatwość narracyjna, ta sam umiejętność porywania tłumu. A przecież to nie rock’n’roll, a polityka.
To jednak wciąż urok dnia pierwszego. Reakcja publiczności po premierowym wyświetleniu pięknego filmu z barwnym motylem w roli głównej. Od tej pory będzie już tylko trudniej. Biedroń rusza w Polskę, będzie się spotykał z elektoratem, ale transmisji już nie będzie. Zacznie się polityczna proza dnia codziennego. Z jednej strony pieczołowite i trudne zdobywanie poparcia. Budowanie struktur. Zdobywanie funduszy. Kompletowanie kandydatów na listy. Ich weryfikacja. Jednym słowem ciężka i przaśna „robota w terenie”.
A z drugiej? Hejt nienawistników i trudne pytania przeciwników. Konieczność uszczegółowienia i dopowiadania programu. Pojedynki na słowa i emocje.
Praktyczna polityka to nie kaszka z mleczkiem. Czy wiecznie uśmiechnięty i głoszący powszechną miłość Biedroń jest na to gotowy? Blokowanie na Twitterze nie będzie już żadną metodą. „Fajnie”, to było na konwencji. Teraz lider „Wiosny” musi się uzbroić w grubą skórę i wytrzymać nadciągające tsunami. Zobaczymy, czy sobie poradzi.