Premier zderzyła się z potrójną ścianą. Po pierwsze na nic się zdały jej desperackie próby wymuszenia na Unii ustępstw, w szczególności gdy idzie o czasowy charakter tzw. backstopu, czyli przynależności Irlandii Północnej do unii celnej z kontynentem. Dla Brukseli zdecydowanym priorytetem okazało się utrzymanie spójności jednolitego rynku.
Ale May nie zdołała też przekonać do swojej wersji rozwodu z Unią eurosceptycznego skrzydła Torysów, dla którego jedyną sensowną opcją jest radykalne zerwanie więzi ze Wspólnotą.