W odruchu serca, albo raczej wielkiej naiwności, kanclerz Niemiec zapowiedziała na początku września, że jej kraj przyjmie wszystkich uciekających nie tylko przed wojną i przemocą, ale nawet przed biedą i brakiem perspektyw. Plan Berlina był prosty: jeśli okaże się, że liczba potrzebujących przewyższy możliwości nawet tak potężnego państwa jak Republika Federalna, pozostałe kraje Unii zapłacą rachunek wystawiony przez Merkel i przejmą nadwyżkę uchodźców. W końcu od wybuchu kryzysu finansowego nie takie rzeczy Niemcy były w stanie wymóc na pozostałych państwach Wspólnoty – rozumowano w kancelarii szefowej rządu.