Reklama

Stankiewicz: Warszawa i Mazowsze nie są warte kolejnej wojny

PiS wycofuje się rakiem z pomysłu szybkiego podziału Mazowsza. I dobrze.

Aktualizacja: 26.01.2016 20:19 Publikacja: 26.01.2016 19:15

Stankiewicz: Warszawa i Mazowsze nie są warte kolejnej wojny

Foto: Fotorzepa

Projekt, który miałby polegać na wykrojeniu Warszawy z jej dotychczasowego regionu, przedstawiany był jako konieczność – bogata stolica podniosła statystyczny poziom zamożności województwa, przez co biedne Mazowsze mogłoby stracić w przyszłości dofinansowanie z UE.

Wedle wyliczeń unijnego Eurostatu już w 2010 r. na Mazowszu dochód na mieszkańca przekroczył średnią unijną. To oczywiście zasługa Warszawy. Także dzięki stolicy w latach 2008–2013, czyli podczas obowiązywania poprzedniego budżetu UE, PKB na mieszkańca Mazowsza wzrosło o blisko jedną czwartą, najwięcej w całej Unii.

Jednak w pomyśle na rozwód Warszawy i Mazowsza tak naprawdę nie chodziło o dobrobyt, tylko o politykę. Szybkie przejęcie władzy w stolicy, której PiS nie może odbić, odkąd warszawski ratusz w 2005 r. opuścił Lech Kaczyński. Wypominała to we wtorek prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz, która bije kolejnych konkurentów z Prawa i Sprawiedliwości i nie dała się odwołać w referendum.

Uczciwie trzeba przyznać, że w kampanii wyborczej PiS obiecywało zmiany na mapie. Wspominano nie tylko o wydzieleniu Warszawy z Mazowsza, ale także o nowym regionie częstochowskim oraz utworzeniu województwa środkowopomorskiego między Słupskiem a Koszalinem. Choć tak się składa, że wszystkimi wspomnianymi miastami rządzą politycy niechętni tej partii, to traktowanie tych pomysłów wyłącznie jako rewanżu politycznego byłoby niepoważne.

Kluczowe jest to, kiedy i w jaki sposób PiS przeprowadzi zapowiadane zmiany.

Reklama
Reklama

Ale akurat szybki podział Mazowsza nie ma uzasadnienia, bo zamiast korzyści z UE przyniósłby kłopoty w relacjach z Brukselą – region ma zatwierdzony swój program wykorzystywania środków pomocowych i wszelkie zmiany wymagałyby renegocjacji. Na wydzielenie Warszawy – jeśli to konieczne – będzie czas około roku 2018, gdy zbliżać się będą wybory samorządowe, a UE rozpocznie prace nad swym kolejnym budżetem na lata 2021–2027.

Zresztą w obecnej sytuacji politycznej jakiekolwiek wybory w Warszawie i na Mazowszu zostałyby przekształcone w ogólnopolską wojnę za i przeciw PiS. A na zbędne wojny zupełnie szkoda czasu.

Komentarze
Bogusław Chrabota: Dzieci i polowania. Przed PSL diabelska alternatywa
Komentarze
Bogusław Chrabota: Viktor Orbán wprost grozi Europie Środkowej wojną
Komentarze
Jacek Cieślak: Marta Cienkowska, pierwsza ministra wulgarnej pseudokultury?
Komentarze
Artur Bartkiewicz: PiS mówi, że stać nas na miliard dolarów. A nie stać nas, by go nie wydać?
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Tydzień z Donaldem Trumpem. Po Davos strach się bać!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama