Ta debata jest bardzo korzystna wizerunkowo dla Kaczyńskiego, ponieważ okazał się mniej radykalny, zarówno jeśli chodzi o diagnozę obecnej sytuacji w UE, jak i o recepty na przyszłość. Choć obaj politycy co chwila podkreślali, że się ze sobą zgadzają (Kaczyński: „Podpisuję się pod tym, co mówił pan premier Orbán"; Orbán: „Zgadzam się z panem przewodniczącym Kaczyńskim"), widać było między nimi różnicę tonów. Lider PiS uważa np., że Brexit jest dla Polski i Unii niekorzystny, a premier Węgier, że „decyzja Brytyjczyków otwiera fantastyczne możliwości". I proponuje europejską kontrrewolucję opartą na silnych tożsamościach narodowych oraz religijnych, wskazując na Polskę i Węgry jako przykłady do naśladowania. Viktor Orbán sądzi, że pod sztandarami takiej kontrrewolucji dałoby się zgromadzić państwa europejskie liczące razem nawet 100 mln mieszkańców.