Może natomiast utrzymać się obecna, ale w niekorzystnym dla nas wydaniu.
Mowa o wielkiej koalicji – z niemiecka w skrócie GroKo – składającej się z partii chadeckich CDU/CSU i socjaldemokratycznej SPD. Miała być nie do przyjęcia dla socjaldemokratów, którzy po każdej GroKo – zdominowanej przez CDU – tracą w wyborach po parę punktów procentowych.
Jednak chadekom, a zwłaszcza Angeli Merkel, bardzo zależy na utworzeniu rządu. Dla niej to walka o uniknięcie politycznej emerytury. Ta determinacja oznacza, że w nowej GroKo, jeżeli powstanie, dojdzie do odwrócenia ról, stanie się bardziej socjaldemokratyczna.
Niestety, w sprawach kluczowych dla Polski – bezpieczeństwa i podmiotowego traktowania młodszych stażem członków UE – SPD wciąż ma twarz byłego kanclerza Gerharda Schrödera. Najważniejszy jest dla niej biznes z Kremlem, niezależnie od tego, do czego się on posunie.
Brak wrażliwości wobec postkomunistycznych państw UE nie jest tylko cechą SPD, dotyczy wielu partii w dawnej Europie Zachodniej. Tam prawie nikt nie zauważył emancypacji naszego regionu, a może po prostu nie może się z nią pogodzić.
Świetnie to widać po oburzeniu na współpracę między Europą Środkowo-Wschodnią i Chinami, w grupie zwanej 16+1. Według szefa niemieckiego MSZ, socjaldemokraty, grupa 16+1 zagraża jedności europejskiej. A jeden z niemieckich portali grzmi o interesach z krajem łamiącym prawa człowieka.
Interesy grupy 16+1 to parę miliardów euro. Same Niemcy, przełykając ten zły wizerunek Pekinu, mają wyższe. A kanclerz Merkel, nie konsultując tego z innymi państwami UE (czyli używając niemieckiej retoryki, rozbijając jej jedność), odwiedza Chiny co roku. Tandem Merkel z pewniejszymi siebie socjaldemokratami oznacza niestety, że Niemcy będą jeszcze bardziej protekcjonalnie traktowały biedniejszych sąsiadów ze Wschodu.