– Ja tylko chcę dojść do swojej żony – mówi starszy pan, który próbuje uprosić strażaków, żeby wpuścili go na zalany cmentarz w Lewinie Brzeskim. Prawie cały tonie. Przy bramie z wody wyłaniają się tylko krzywo już stojące krzyże. Wcześniej wszystkie groby położone niżej były zalane. Woda stała aż za ogrodzeniem, na ponad metr.
Widok jest straszny. Strażacy zrezygnowani. Pompy pracują drugą dobę i nie wiadomo, ile jeszcze będą musiały. – 480 km tu przyjechaliśmy, żeby pomagać – mówi dowodzący akcją młody strażak. Jak długo tu jeszcze zostaną? Nikt z nich nie wie. Część mieszkańców patrzy przez płot na groby bliskich. Na twarzach rezygnacja. – Grób Staszka jest w nizinnej części. W ogóle go nie widać. Cały zalany – mówi jedna z mieszkanek miasteczka na Opolszczyźnie, które bardzo ucierpiało w powodzi.