Dyrektywa zakłada równowagę w ochronie interesów wszystkich użytkowników internetu. – Elementem tej równowagi jest objęcie zwykłych użytkowników umową licencyjną, którą serwis zawrze z uprawnionymi (do utworów). Upoważnienie do korzystania z utworów na podstawie tej umowy będzie obejmować użytkowników udostępniających je w ramach danego serwisu, o ile ci użytkownicy nie działają komercyjnie i ich aktywność nie generuje znacznych zysków – wyjaśnia prof. Elżbieta Traple.
Zatem ów uczeń, który załaduje piosenkę chronioną prawami autorskimi na publicznie dostępnej stronie, będzie traktowany, jakby miał zezwolenie.
Czytaj także:
Dyrektywa o prawie autorskim: Polacy chcą, żeby koncerny dzieliły się z wydawcami
Dyrektywa autorska: zwykły użytkownik będzie bezpieczny w internecie
Obalamy mity o dyrektywie o prawach autorskich: płatne treści w internecie
Zasady wyłączenia odpowiedzialności serwisów są uzależnione także od ich rocznego obrotu i liczby odwiedzających w miesiącu. W art. 13 (teraz 17) bardzo mocno podkreśla się konieczność zabezpieczenia przez kraje członkowskie dozwolonego użytku dla użytkowników internetu w postaci obowiązkowego wyjątku dla cytatu, recenzji, karykatury, parodii, pastiszu.
– Dzięki temu zapisowi internauta może być pewien, że tworzenie i dzielenie się memami, GIF-ami itp. będzie w każdym kraju UE dozwolone. Ta ulubiona forma wielu internautów jest i będzie nadal dozwolona. Stwierdzenie, że dyrektywa zmienia coś w zakresie dozwolonego użytku, to czyste kłamstwo – wskazuje mec. Jacek Wojtaś z Izby Wydawców Prasy.
W rubryce #PrawaTwórców publikujemy teksty redakcyjne, które mają rozwiać wątpliwości oraz narosłe mity i półprawdy na temat dyrektywy w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym przyjętej przez Parlament Europejski po poprawkach 26 marca.