Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaką skalę medialną osiągnęła współpraca influencera z siecią handlową, deklasując popularnością wydarzenia sportowe.
- Co jest najcenniejszym kapitałem influencera i dlaczego wprowadzenie własnego produktu na rynek jest ryzykowną strategią.
- Dlaczego autentyczność mniejszych twórców może być dla marek cenniejsza niż milionowe zasięgi największych gwiazd internetu.
Zasięg brutto, czyli liczba potencjalnych kontaktów z przekazem medialnym publikacji o Książulu to aż 115,4 mln, a osoba w wieku powyżej 15. roku życia mogła mieć
kontakt z informacją średnio cztery razy w badanym okresie – wynika z analizy
Instytutu Monitorowania Mediów, której wyniki „Rzeczpospolita” poznała jako
pierwsza.
Książulo bije Ekstraklasę
Badanie pokazuje również, że liczba interakcji pod postami w mediach społecznościowych, czyli reakcje, komentarze oraz udostępnienia to aż 3,7 mln. Za największą część – aż 49 proc. całości interakcji – odpowiadał TikTok, za nim Instagram z 28 proc.
Analitycy wskazują dla porównania, że w PKO BP Ekstraklasie średnio jeden klub miał 4,5 mln interakcji przez cały ubiegły sezon (od lipca do maja). Zaś w przypadku Książula przez osiem dni wynik wyniósł aż 3,7 mln. Zauważają również, że w przypadku Książula nie można też mówić o odpływie fanów. Na YouTube, owszem, stracił ok. 20 tys. subskrybentów, jednak na Instagramie w tym czasie zyskał 13 tys. obserwujących, a na Facebooku 8,6 tys.
Jeśli chodzi o kontakt z przekazem na jego temat jednym z głównych miejsc są portale, z ponad 15,2 mln potencjalnych kontaktów. Jeśli chodzi o prasę, było to 587 tys., w telewizji 294 tys., radio odpowiadało za 6,9 mln, zaś media społecznościowe (posty i komentarze) za ponad 92,3 mln kontaktów.
Czytaj więcej
Pizza Książula trafiła do Żabki i od razu wywołała burzę. Influencer przyznaje, że nie spodziewał się takiej fali krytyki, a eksperci wskazują, że...
– Współpraca Książula z Żabką pokazuje, że influencerzy coraz częściej przestają być jedynie twarzami kampanii reklamowych, a zaczynają budować własne biznesy. To racjonalna kalkulacja, ponieważ popularność w mediach społecznościowych ma ograniczoną trwałość – mówi prof. Paweł Korzyński z Akademii Leona Koźmińskiego. – Twórcy starają się więc wykorzystać moment największego zainteresowania, aby przekształcić rozpoznawalność w bardziej stabilne źródła przychodów. Dobrym przykładem jest Friz, czyli Karol Wiśniewski, jeden z największych polskich youtuberów z 5,38 mln subskrybentów, który w jednym z wywiadów przyznał, że około 80 proc. swojego czasu poświęca na biznes, a tylko 20 proc. na działalność twórczą – dodaje.
Współpraca z największymi influencerami nie zawsze jest jednak najlepszym rozwiązaniem dla marek, gdyż twórca, który jednego dnia reklamuje luksusowy zegarek, a drugiego – produkt kosmetyczny, niekoniecznie jest wiarygodnym ekspertem w którejkolwiek z tych kategorii. – Nasze badania nad nano- i mikroinfluencerami wskazują, że autentyczność, wiedza i umiejętność inspirowania odbiorców budują przywództwo opinii, które może mieć większe znaczenie dla ich decyzji niż sama liczba obserwujących – dodaje prof. Paweł Korzyński.
Ryzykowna współpraca
– To dla mnie nowość, ponieważ teraz to ja czytam i oglądam recenzje mojego produktu. Wcześniej ja robiłem. Są opinie neutralne, są pozytywne, ale też że jest to ciężki frajer. Jeśli chodzi o zarzut sprzedania się, bo to pojawia się najczęściej, to części ludzi zawsze będzie to tak postrzegała i nic z tym nie zrobię – mówi Książulo w nagraniu na serwisie Instagram. – To jak ja postrzegam sprzedanie się to sytuacja taka miałaby miejsce, gdybym zrecenzował coś za pieniądze, albo ktoś zapłaciłby mi za powiedzenie, że jego produkt jest dobry. Rozgraniczam to od własnego produktu. Oczywiście opinie zostawiam wam, czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem – dodał.
- Z perspektywy Książula oczywiście jest biznesowe ryzyko, polegające na obniżeniu jego wiarygodności. Wszystko zależy od tego, jak jego odbiorcy ocenią produkt. To ruch ryzykowny, ale biznesowo racjonalny. Znany twórca internetowy chce spieniężyć swoją markę, to naturalny kolejny krok w rozwoju jego dotąd głównie internetowego projektu – mówi Jacek Sadowski, prezes DEMO Power Brands.
Inni eksperci dosadniej wypowiadają się na ten temat. – Z perspektywy badań rynku ta historia jest ciekawsza niż sama pizza (która zresztą przypomina raczej mrożoną zapiekankę, ale to detal). Książulo przez lata budował kapitał, którego nie da się kupić za żaden budżet marketingowy. Za jego marką stała absolutna wiarygodność – mówi Wiola Łada-Szewczenko, prezes IQS. – I ten zachwyt był prawdziwy, bo nikt za niego nie płacił. Sam znak „Muala” działał jak twarda waluta, a gdy pojawiał się w drzwiach, właściciel lokalnego biznesu następnego dnia miał kolejkę za róg. Dziś ten sam znak trafił na mrożonkę w lodówce Żabki i to jest drama tej historii – dodaje.