Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego unijna opłata celna nie chroni rynku, a uderza w portfele polskich konsumentów?
- Jakie strategie logistyczne stosują azjatyccy giganci, aby skutecznie omijać unijne bariery celne?
- Z jakich codziennych wydatków rezygnują Polacy, by zrekompensować wyższe koszty zagranicznych zakupów?
- Jakie dalsze podwyżki opłat planuje Unia i dlaczego polska branża e-commerce domaga się jeszcze więcej?
Wprowadzona w lipcu unijna opłata w wysokości 3 euro za przesyłki spoza Unii Europejskiej miała chronić rodzimy handel przed zalewem tanich towarów z Azji. Jak wynika z najnowszego badania NielsenIQ, regulacja nie skłoniła konsumentów do powrotu do lokalnych sklepów – w Polsce wybrało je zaledwie kilka procent kupujących. Efekt jest taki, że chińscy potentaci sprawnie obchodzą przepisy, a polska branża e-commerce żąda dalszego podniesienia opłat.
Polacy płacą i zaciskają pasa
Likwidacja od 1 lipca 2026 r. wieloletniego zwolnienia z cła dla przesyłek o wartości do 150 euro oraz wdrożenie tymczasowej, ryczałtowej opłaty celnej w wysokości 3 euro za każdą pozycję taryfową miały być przełomem w walce o równe szanse rynkowe w Europie. Bruksela uzasadniała reformę uszczelnianiem procedur, walką z oszustwami i poprawą kontroli bezpieczeństwa towarów. Jednak opublikowane właśnie badanie agencji NielsenIQ (NIQ), przeprowadzone w pięciu krajach UE (Polsce, Niemczech, Francji, Włoszech i Hiszpanii) na zlecenie KleinS GmbH, pokazuje, że to nie działa. Aż 92 proc. europejskich konsumentów regularnie zamawiających towary w modelu cross-border mimo wprowadzonych barier celnych wcale nie zrezygnowało z zakupów poza granicami Wspólnoty. W Polsce odsetek klientów, którzy w reakcji na nowe przepisy przenieśli swoje zamówienia na rodzime platformy e-commerce, wynosi zaledwie 7 proc., a do tradycyjnych sklepów stacjonarnych powróciło ledwie 6 proc. badanych.
Unijny konsument dostrzega podwyżki – wzrost cen odnotowało 78 proc. ankietowanych w UE, a 79 proc. musiało z tego powodu obciąć wydatki w innych obszarach domowego budżetu. W Polsce nastroje są jeszcze bardziej wyraziste: podwyżki zauważyło aż 81 proc. kupujących, przy czym co dwunasty z nich (8 proc.) mówi o skoku cen przekraczającym 50 proc., co jest najwyższym wynikiem w całym zestawieniu. Mimo to polski konsument wykazuje niespotykany upór: co piąty badany nad Wisłą (20 proc.) zadeklarował, że jego łączne wydatki na zakupy w serwisach transgranicznych wręcz wzrosły – to również rekord badania. Jednocześnie aż 28 proc. polskich gospodarstw domowych wprost zapowiada, że nie zamierza redukować wolumenu tych zakupów. Co więcej, aby zrekompensować wyższe rachunki za zagraniczne paczki, Polacy decydują się na dotkliwe cięcia w innych kategoriach życiowych: 39 proc. ogranicza wydatki na wyjścia do restauracji i codzienne jedzenie, a 35 proc. tnie budżety na ubrania i obuwie.
Czytaj więcej
U kurierów zmalała liczba przesyłek z Chin, ale jest tylko kwestią czasu, gdy wielkości potoków powrócą do niedawnych poziomów.
Lokalna oferta przegrywa z Chinami
Polscy internauci, zapytani o powody, dla których nie kupują w rodzimych sklepach, wskazują w pierwszej kolejności zaporowe ceny na rynku wewnętrznym (38 proc.) oraz zbyt ubogi asortyment i brak poszukiwanych produktów (również 38 proc.). Z perspektywy konsumenta mechanizm nowej opłaty miał być jednak tym, co go przekona do zmiany. Jak wyjaśnia radca prawny Natalia Stanowska-Potoczny z kancelarii Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy sp.k., zakup trzech identycznych koszulek oznacza opłatę 3 euro, ale zamówienie koszulki, okularów i kabla do telefonu winduje koszt do 9 euro, gdyż mamy do czynienia z trzema różnymi kategoriami.
– Formalnie nową opłatę uiszcza sprzedawca lub platforma handlowa, ale koszt ten w praktyce niemal zawsze jest uwzględniany w cenie, którą płaci konsument – podkreśla Natalia Stanowska-Potoczny.
Mecenas zaznacza, że w przypadku najtańszych drobiazgów zakup stał się po prostu nieopłacalny, co potwierdzają dane operatorów logistycznych notujących ok. 20-proc. spadek napływu bezpośrednich paczek z Chin. Ale czy to oznacza kapitulację azjatyckich platform? Wręcz przeciwnie. Serwisy takie jak Temu, Shein czy AliExpress natychmiast zaadaptowały się do nowych realiów i wypracowały metody omijania daniny. Kluczem stała się budowa potężnych centrów logistycznych w granicach celnych UE.
– Towary wprowadzane są na teren Unii hurtowo, w dużych partiach, i odprawiane zbiorczo na granicy jako import komercyjny. Następnie przesyłki wysyłane są bezpośrednio z magazynów zlokalizowanych na terenie UE – na przykład w Polsce czy w Niemczech – jako transakcje wewnątrzwspólnotowe. Taki model całkowicie omija opłatę 3 euro naliczaną na granicy przy przesyłkach kierowanych bezpośrednio do konsumenta – tłumaczy mec. Stanowska-Potoczny.
Czytaj więcej
Wprowadzenie opłat za „mały import” z Chin ma zwiększyć konkurencyjność europejskich, w tym polskich, producentów. Choć klienci mogą odczuć wyższe...
Przykład? Gigantyczny hub Shein powstający pod Wrocławiem o docelowej powierzchni aż 740 tys. mkw., mogący zatrudnić do 5 tys. pracowników. Platformy promują też konsolidację koszyków i podnoszą progi darmowej dostawy, dzięki czemu stała opłata celna rozkłada się na większą pulę towarów.
Zamiast 3 euro będzie 5, a nawet 10?
Przejściowa stawka 3 euro to zaledwie wstęp do głębszej rewolucji celnej. Już 1 listopada 2026 r. wejdą w życie przepisy nakazujące obligatoryjne podawanie w zgłoszeniach celnych identyfikatorów PID (Product Identifiers), łączących unikalne kody SKU, oznaczenia producentów i kody GTIN. Ma to uniemożliwić wprowadzanie do obrotu wyrobów niebezpiecznych i wadliwie oznakowanych. Równolegle Komisja Europejska planuje doliczenie od listopada jednolitej opłaty manipulacyjnej (handling fee) w wysokości 2 euro, co podniesie koszt obsługi pojedynczej przesyłki do 5 euro. Dla rodzimej branży handlu internetowego to wciąż za mało. Izba Gospodarki Elektronicznej (e-Izba) wystosowała oficjalny apel do polskich parlamentarzystów, przedstawicieli rządu oraz komisarzy unijnych – w tym m.in. do Gerasimosa Thomasa – domagając się ustanowienia na poziomie całej UE opłaty manipulacyjnej w wysokości aż 7 euro. W połączeniu ze stawką celną oznaczałoby to łączne obciążenie sięgające 10 euro za paczkę.
E-Izba zwraca uwagę na gigantyczną skalę zjawiska: tylko w 2025 r. do UE wjechało blisko 5,9 mld produktów w paczkach o niskiej wartości, co stanowiło 97 proc. wszystkich importowanych sztuk towarów, odpowiadając za zaledwie 2 proc. całkowitej wartości importu.
– Apelujemy o ustanowienie na poziomie UE handling fee w wysokości 7 euro, które wesprze skuteczniejsze egzekwowanie europejskich regulacji, uczciwą konkurencję i równe warunki działania dla firm na jednolitym rynku – postuluje Patrycja Sass-Staniszewska, prezes Izby Gospodarki Elektronicznej.
Czytaj więcej
Od lipca znika zwolnienie z ceł na paczki z Chin o wartości do 150 euro, ale sprzedawcy ominą to dostawami z europejskich magazynów. Amerykanie lim...
Organizacja argumentuje w swoim stanowisku, że handling fee nie jest protekcjonizmem, lecz koniecznym mechanizmem obciążenia kosztami kontroli i procedur celnych tych podmiotów, które ten masowy strumień paczek generują, zamiast przerzucać koszty weryfikacji na barki europejskich podatników i lokalnych firm. Szefowa e-Izby przypomina, że unijne przedsiębiorstwa ponoszą ogromne nakłady na spełnianie wyśrubowanych norm środowiskowych, cyfrowych i konsumenckich, podczas gdy egzekucja tych standardów wobec przesyłek z państw trzecich kuleje.