Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak w praktyce będzie naliczana nowa opłata za towary spoza UE i od czego zależy jej wysokość.
  • W jaki sposób chińskie platformy handlowe omijają nowe regulacje, korzystając z europejskich magazynów.
  • Jaka jest skala importu z chińskich platform i dlaczego branża uważa wprowadzane zmiany za niewystarczające.

Nowy mechanizm naliczania opłat za przesyłki z krajów trzecich, wchodzący w życie od 1 lipca, zastępuje obowiązujący dotąd system zwolnienia ich z ceł do wartości przesyłki równej 150 euro. Zwolnienie spowodowało istną lawinę przesyłek z „tanimi” produktami głównie z Chin, a kupowanymi poprzez Temu, Shein czy AliExpress.

Europejska branża e-commerce od dawna walczyła o zmianę, która ma urealnić konkurencję z chińskimi platformami, które korzystają z szerokich rządowych subsydiów i nie muszą spełniać szeregu rygorystycznych unijnych norm.

Trzy euro za przesyłkę z Chin

Nowy system jest kompromisem, a jak to z kompromisami bywa, nikt nie jest z niego zadowolony. Po pierwsze, zdaniem prezesa InPostu Rafała Brzoski chińscy sprzedawcy ominą ograniczenia prowadząc dostawy z europejskich magazynów. Wtedy opłata 3 euro naliczana jest na ogromne łączne zamówienia, trafiające z Chin do magazynów, co sprawia, że w praktyce opłaty „znikają”. Skala tego nie jest mała, magazyny działają także w Polsce, a Temu, AliExpress czy Shein dzięki nim mogą nie odczuwać nowych regulacji.

Dopiero za dwa lata ta furtka prawna ma zniknąć na dobre, ale do tego czasu polscy sprzedawcy mogą niespecjalnie odczuć zmiany i osłabienia konkurencji ze strony chińskich platform. Na razie towary kupowane najczęściej i handlowe bestsellery są przez chińskich producentów wysyłane do Europy na zapas, by szybciej realizować zamówienia konsumenta, nie chcącego czekać długo na dostawę. Teraz dodatkową zachętą będzie uniknięcie w ten sposób dodatkowej opłaty.

Czytaj więcej

Niedługo już co trzeci polski e-sklep może sprzedawać przez chińskie platformy

Po drugie, sam mechanizm naliczania opłaty jest niespecjalnie uciążliwy. Wszystko zależy od kategorii produktów, jakie zamówi konsument. Jeśli zamówienie obejmie kilka czy kilkanaście identycznych towarów, choćby w różnych kolorach czy rozmiarach, to opłata zostanie naliczona tylko raz. Jeśli jednak będą tylko dwa lub trzy, ale kompletnie różne, np. z kategorii: odzież, kosmetyki i elektronika, to opłata będzie pomnożona przez trzy.

Damian Siusta, business development manager w Postis w Polsce wskazuje, że w krótkim czasie regulacje rynku mają szansę coś zmienić, ponieważ platformy będą potrzebowały czasu, by się do nowych reguł dostosować. – Niemniej Temu już działa na zasadzie local-to-local i posiada rozbudowaną sieć magazynów w Europie. AliExpress wydaje się być nieco z tyłu, ale na pewno w świetle nadchodzących zmian będzie ten model wspierać standardowo – mówi ekspert. – Czy wpływ chińskich platform będzie na europejskich rynkach rósł? Na pewno. Dopóki towary z dalekiej Azji będą nadal atrakcyjniejsze cenowo. I jak widać, kolejne regulacje tego nie zatrzymają – dodaje.

Tym bardziej że nowe regulacje proporcjonalnie uderzają w towary najtańsze – czym innym jest zapłacenie dodatkowych 3 euro przy zakupie okularów za 10 zł, a czym innym gdy konsument wybiera telefon za kilkaset złotych.

Czytaj więcej

Chiński smok zżera e-commerce. Dr Jacek Kotarbiński: Stawka? Kontrola nad danymi

Można się też spodziewać dalszego rozwoju europejskiej logistyki chińskich platform, ponieważ przez dwa lata będzie to najpewniejsza metoda na to, by konsumenci nie odczuli zmian. Nie wiadomo, czy chińscy sprzedawcy, którzy korzystają z pośrednictwa platform, jak Temu czy Shein, podniosą ceny, by koszty wyrównać, czy powstanie mechanizm ich wyrównywania. Nie jest tajemnicą, że chińscy sprzedawcy korzystają z całego systemu dopłat, ulg czy preferencji od władz, co pozwala im obniżyć koszty. Choćby wysłanie takiej samej przesyłki z Polski do Chin jest znacznie droższe niż w przypadku tej podróżującej w odwrotnym kierunku.

Walka o rynek e-commerce

Według Komisji Europejskiej tylko w 2024 r. do Europy docierało dziennie ok. 12 mln paczek o wartości poniżej 150 euro, czyli zwolnionych z ceł. To dwa razy więcej niż w 2023 r., a według Brukseli wartość ok. 65 proc. paczek jest specjalnie zaniżana, by to kryterium spełnić.

– Planowana opłata niekoniecznie jest związana z wartością tego, co jest w danej paczce. Na pewno to dobry początek i krok w stronę ochrony europejskiej przedsiębiorczości. Ale to ciągle za mało, żeby konkurencja w handlu była w pełni uczciwa i oparta na dokładnie tych samych zasadach – mówi Marcin Gruszka, rzecznik Allegro.

Z raportu KPMG dla Izby Gospodarki Elektronicznej wynika, że już niemal 12 mld zł wydają polscy konsumenci na chińskich platformach. To kwota odpowiadająca wydatkom rocznym około 510 tys. Polaków. Autorzy raportu szacują, że łączna liczba produktów zakupionych przez polskich konsumentów od kwietnia do września 2025 r. mogła przekroczyć nawet 200 milionów sztuk.

Czytaj więcej

Nowa ofensywa z Chin. TikTok Shop może wywrócić polski rynek e-handlu

Polski rynek e-commerce w 2024 r. osiągnął wartość ok. 150 mld zł, przy udziale platform z państw trzecich 6-11 proc. To oznacza, że  dynamicznie zwiększają wpływy na strukturę sprzedaży. Wchodzące w życie zmiany prawa mają to przynajmniej ograniczyć.

– W ciągu ostatnich kilku lat zauważyliśmy jej wzrost szczególnie w kategoriach elektroniki i AGD, gdzie dominują produkty oferowane przez platformy z państw trzecich. Niestety, niewystarczające egzekwowanie polskich i europejskich regulacji prawnych w zakresie e-commerce, jak i niższe standardy ochrony konsumentów na azjatyckich platformach stanowią zagrożenie dla równości konkurencji na rynku i konsumentów – podkreśla Patrycja Sass-Staniszewska, prezes Izby Gospodarki Elektronicznej.

Kampania tej organizacji „Taki Sam Start” ma na celu wyrównanie tych warunków, Stąd postulaty legislacyjne: zniesienie zwolnienia celnego w imporcie dla towarów o wartości do 150 euro w 2026 r., oraz wprowadzenie istotnych obowiązków dla sprzedawców spoza UE, w tym obowiązku posiadania przedstawiciela na terenie Unii.