W czwartek padł nowy rekord zachorowań na koronawirusa. Stwierdzono aż 27 143 nowe zakażenia. Według zapowiedzi premiera Polska zostanie objęta narodową kwarantanną, jeśli w ciągu tygodnia średnia dobowa liczba zachorowań będzie się wahać między 70 a 75 na 100 tys. mieszkańców.

Czytaj także: Twardy lockdown zaboli firmy i pracowników

70 zakażeń na 100 tys. mieszkańców osiągniemy, gdy w ciągu tygodnia liczba zakażeń wyniesie średnio 26 848 na dobę. Jeśli Covid będzie postępował w takim tempie jak dotychczas (w ostatnich dwóch tygodniach średni dobowy przyrost chorych wynosił 5,7 proc.), to taki średni poziom zachorowań osiągniemy już we wtorek w przyszłym tygodniu.

Średnia zachorowań z tygodnia 4–10 listopada będzie wówczas wynosiła ponad 30 tys. zakażonych na dobę. Z innych, bardziej optymistycznych prognoz wynika, że osiągniemy go w okolicach 16 listopada.

– Jeśli będzie konieczne, wdrożymy narodową kwarantannę za siedem do czternastu dni, ale być może uda się tego uniknąć – mówił w czwartek premier Mateusz Morawiecki na Stadionie Narodowym, gdzie powstał szpital tymczasowy.

Narodowa kwarantanna najprawdopodobniej oznacza, zamknięcie Polaków w domach, a wychodzić będzie można jedynie do pracy czy po niezbędne zakupy. Takie rozwiązanie zastosowano w wielu innych krajach Europy.

Z punktu widzenia gospodarki taki twardy lockdown może jeszcze pogłębić i tak już poważne problemy. Ekonomiści nie mają bowiem wątpliwości, że obecne restrykcje przeciwpandemiczne to kolejna recesja. – Nasz scenariusz bazowy zakładający, że twardy lockdown potrwa około półtora miesiąca, oznacza spadek PKB o 4,5 proc. – mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska.

– Każdego dnia straty w gospodarce mogą wynosić ok. 700 mln zł, czyli 10 proc. PKB – dodaje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

– Najnowsze decyzje rządu to potężny cios w rynek centrów handlowych mocno nadwerężony wiosennym lockdownem – uważa Anna Malcharek, dyrektor zarządzający Gemini Holding, właściciela trzech centrów Gemini Park.

– Przetrwają tylko największe globalne spółki. Małe, rodzinne polskie firmy, często działające lokalnie, kolejnego zamknięcia nie podźwigną – ostrzega Anna Szmeja, prezes Retail Institute. – Bez istotnych symetrycznych narzędzi wsparcia najemców i wynajmujących można spodziewać się fali upadłości i zwolnień pracowników jeszcze przed Wigilią – zaznacza.

Ciekawe, że w porównaniu z wiosennym zamknięciem jesienna recesja według prognoz może być dwa razy płytsza, bo nieźle ma się branża produkcyjna i eksport. Ale nie da się wykluczyć, że będzie bardziej dotkliwa dla rynku pracy. Jak przyznaje Jakub Borowski, bezrobocie może wzrosnąć bardziej niż wiosną, co odbiłoby się m.in. na dochodach gospodarstw domowych i skłonności do zakupów.

– Wiele branż zmaga się z kryzysem od miesięcy, pytanie, jak długo są w stanie przetrwać na rynku bez zwolnień – twierdzi Łukasz Kozłowski.