Utrata wiarygodności niemieckiej gospodarki, droższy eksport po ewentualnym powrocie do marki, wstrząs dla strefy euro i całej unijnej gospodarki – takie mogłyby być skutki realizacji wyborczych obietnic AfD. Partii, która w wyborach w landzie Saksonia-Anhalt uzyskała prawie 44 proc. poparcia. Niemcy przyjmują dziś jedną czwartą polskiego eksportu. Jakie konsekwencje może więc mieć dla Polski zapowiadany przez liderów AfD zwrot w tył: wyjście ze strefy euro i ze strefy Schengen? Takie postulaty ogłosiła Alice Weidel, liderka antyeuropejskiej partii Alternative für Deutschland.
Czytaj więcej
To jeszcze prognozy, a nie oficjalne wyniki. Pokazują, że skrajnie prawicowa AfD zdobyła w niedzielnych wyborach w Saksonii-Anhalt nawet więcej, ni...
Na to pytanie „Rzeczpospolitej” odpowiedziało sześciu ekspertów: dwóch z Niemiec i czworo z Polski. Polski eksport do Niemiec w ciągu pięciu miesięcy 2026 r. wyniósł 41,8 mld euro. Import z Niemiec do Polski sięgnął 30,6 mld euro. Z niemieckim rynkiem mocno powiązane są polski przemysł motoryzacyjny i meblarski, a przez Niemcy prowadzą główne trasy logistyczne na Zachód. Dlatego kłopoty Berlina mogłyby sprowadzić ciemne chmury także nad Warszawę. Pytanie, jak duże.
W kogo uderzą plany AfD?
– Polska należałaby do krajów najmocniej dotkniętych, zwłaszcza w przypadku wyjścia Niemiec ze strefy Schengen – ocenia Paweł Wojciechowski, główny ekonomista BCC i były prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. Dla Polski oznaczałoby to powrót bariery na najważniejszej gospodarczo granicy, a więc droższy transport, opóźnienia i cios w silnie zintegrowane łańcuchy produkcyjne.
– W Polsce ucierpiałyby przemysł, meblarstwo, motoryzacja i produkcja żywności, i to w dużej skali. Trzeba byłoby znaleźć rozwiązanie albo nowy rynek dla 27 proc. polskiego eksportu – mówi Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan.
Z kolei samym Niemcom bardziej zaszkodziłoby wyjście ze strefy euro. Koniec euro i Schengen oznaczałby dla Niemiec przede wszystkim droższy eksport. Byłoby to równoznaczne z utratą pozycji konkurencyjnej i wiarygodności w oczach międzynarodowych inwestorów. Nowa niemiecka waluta prawdopodobnie znacznie umocniłaby się wobec innych walut, przez co niemieckie produkty stałyby się droższe za granicą.
Czytaj więcej
43,8 proc. poparcia zdobyła AfD w wyborach do Landtagu w Saksonii-Anhalt - wynika z wstępnych wyników wyborczych podanych nad ranem przez Urząd Sta...
– Umowy, roszczenia, zobowiązania i inwestycje finansowe musiałyby zostać przeniesione do nowego systemu monetarnego. Konsekwencje dla banków, rynków kapitałowych i inwestycji byłyby trudne do przewidzenia. Co więcej, wyjście Niemiec ze strefy euro mogłoby zagrozić całej unii walutowej – wskazuje Klaus Wohlrabe, kierownik badań w instytucie ifo.
Obopólne straty
– Odejście największej gospodarki strefy euro podważyłoby wiarygodność wspólnej waluty i mogłoby wywołać poważne turbulencje finansowe – mówi Paweł Wojciechowski. Wskazuje jednak, że dla Warszawy to byłby mniejszy cios, bo mamy własną walutę i bank centralny. – Szok dotarłby do nas jednak przez kurs złotego, koszt finansowania, handel i inwestycje – mówi Wojciechowski.
– Kłopoty niemieckiej gospodarki mogłyby mieć dla nas pokaźne skutki. W ubiegłych latach, gdy jakiś proces stawał się w Niemczech zbyt drogi, tamtejsze firmy przenosiły go np. do Polski. Gdy w Niemczech jest słabiej, u nas bywa zaskakująco dobrze – mówi Piotr Soroczyński, główny ekonomista KIG.
Czytaj więcej
Po zdecydowanym zwycięstwie AfD w wyborach do Landtagu w Saksonii-Anhalt „Der Spiegel” pyta, czy obecny kanclerz Niemiec, Friedrich Merz, jest właś...
Taki proces rodziłby jednak duże niezadowolenie społeczne w Niemczech, bo część pracowników miałaby mniej pracy, gdyby niemieckie koncerny przenosiły produkcję za granicę, w tym do Polski. Część firm mogłaby z kolei ruszyć do USA, chcąc utrzymać tamtejszy rynek. W takim scenariuszu mogłoby się okazać, że produkowane w Polsce części zmieniłyby jedynie kraj odbiorcy i jechały nie do Niemiec, lecz do Ameryki.
Nadwątlona pozycja gospodarcza Niemiec
Wśród ekspertów powtarza się opinia, że hasła AfD nie są po to, by je wdrożyć, ale by zdobywać wyborców. – AfD prowadzi kampanię i stara się mobilizować swój elektorat, opowiadając się za populistycznymi hasłami, takimi jak wyjście ze strefy Schengen czy powrót do marki niemieckiej. Jednak z perspektywy ekonomicznej i realpolitik ich postulaty nie mogą być traktowane poważnie. Podważyłyby one pozycję gospodarczą Niemiec – mówi nam prof. dr Roland Verwiebe, socjolog z Uniwersytetu w Poczdamie.
– Nie można selektywnie podchodzić do stosowania prawa unijnego, więc dojście AfD do władzy pewnie wiązałoby się z wyjściem z UE – ocenia dr Joanna Pandera, prezes Forum Energii. Wskazuje, że wyłączenie dużego rynku energetycznego spod wspólnych zasad oznaczałoby zwiększenie kosztów transformacji dla Polski, bo zmniejszyłaby się możliwość współpracy i dzielenia kosztów.
Czytaj więcej
Elon Musk mógł dopytać liderkę AfD o jej stosunek do Chin, Rosji i samych Stanów Zjednoczonych. Zapewne część odpowiedzi mogłaby go zadziwić.
Plany destabilizacji gospodarki zaczynają kontrastować z odradzającą się w Niemczech koniunkturą. Indeks klimatu biznesowego ifo wzrósł w sierpniu do 88,8 pkt. z 86,7 pkt. w lipcu, a przedsiębiorstwa wyraźnie skorygowały swoje prognozy w górę. Zmalała też niepewność.