Punktem wyjścia jest pytanie o kontakty polityków z osobami związanymi z Zondacrypto. Zdaniem Michała Płocińskiego sprawa wymaga poważnego śledztwa, ponieważ – „ten lobbying środowisk technologicznych na prawicy jest bardzo poważną sprawą”. Jak mówi, trzeba sprawdzić, czy kontakty polityków z przedstawicielami giełdy nie oznaczały nieuprawnionego lobbingu.

Reklama
Reklama

Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy do afery wkracza wielka polityka. Szczególną rolę w tej historii odgrywa Roman Giertych, który występuje jednocześnie jako polityk, poseł i adwokat reprezentujący Przemysława Krala. Płociński zwraca uwagę na niejasność tych ról i pyta, czemu opinia publiczna tak późno dowiedziała się o jego zaangażowaniu. – To jest początek moim zdaniem „choroby Zondacrypto” – mówi, opisując narastające poczucie chaosu i pomieszania interesów.

Czytaj więcej

„Gramy w teatrze Tuska”. Współpracownik Nawrockiego o sprawie Zondacrypto

W podcaście pojawia się także kwestia dziennikarskiego śledztwa dotyczącego Zondacrypto. Płociński podkreśla, że informacje o aferze pochodzą z pracy wielu redakcji i dziennikarzy, którzy docierają do świadków, byłych pracowników firmy oraz materiałów związanych ze sprawą. Jednocześnie ostrzega przed sytuacją, w której te ustalenia zostaną przykryte przez polityczną narrację. – Ja bym bardzo chciał pochwalić dziennikarzy z różnych redakcji – podkreśla.

Jednym z najważniejszych wątków rozmowy jest sposób wykorzystywania informacji ze śledztwa przez polityków. Płociński krytycznie ocenia decyzję Donalda Tuska o publicznym przytaczaniu zeznań, które nie zostały jeszcze zweryfikowane przez sąd. Jego zdaniem premier wykorzystuje w ten sposób przepisy, które wcześniej były ostro krytykowane, gdy stosował je Zbigniew Ziobro. – A teraz Donald Tusk na mównicy sejmowej zaczyna przytaczać te zeznania tylko po to, żeby uderzyć w prawicę – ocenia.

Zdaniem rozmówcy problemem jest również to, że afera może zostać podporządkowana bieżącej walce politycznej. Zamiast skupienia się na odzyskaniu pieniędzy przez poszkodowanych i wyjaśnieniu działalności osób stojących za Zondacrypto, coraz większe znaczenie może mieć polityczna skuteczność kolejnych informacji. – Nie chodzi o to, żeby problem rozwiązać, żeby tego króliczka złapać, tylko żeby go gonić – mówi Płociński.

Czytaj więcej

Afera Zondacrypto. Rząd szykuje nową ustawę, PiS tłumaczy się z decyzji Nawrockiego

Gdzie PiS popełnia błąd

W rozmowie nie brakuje również krytyki prawicy. Płociński przekonuje, że PiS popełnia błąd, broniąc swoich polityków jeszcze zanim wszystkie okoliczności zostaną wyjaśnione. – PiS zobaczył, że wczesna obrona i stawanie murem nie jest wcale dobrą taktyką, kiedy potem wypływają kolejne rzeczy – przypomina. Jego zdaniem partia powinna była wcześniej wyciągnąć wnioski z podobnych sytuacji i przeprowadzić własne rozliczenia.

Kolejnym tematem są przecieki ze śledztwa i ich wpływ na wiarygodność całej sprawy. Płociński obawia się, że kolejne informacje będą wykorzystywane przez obie strony politycznego sporu, a dziennikarskie ustalenia zaczną być postrzegane wyłącznie jako element wojny między PiS a obozem rządzącym. – Nasze teksty i nasze śledztwo i też praca prawdziwych śledczych, czyli prokuratorów, którzy będą ustalać kolejne wątki związane z tą aferą, będą miały dużo mniejsze znaczenie przez to, że za wszystkim będzie stał i twarz będzie temu dawał Roman Giertych – ostrzega.

Czytaj więcej

Adrian Zandberg: Pytania o lobbing z Zondacrypto usłyszą także ludzie Morawieckiego

Jak wyjaśnić sprawy kryminalne?

Czy kryminalna część afery Zondacrypto zostanie więc rzeczywiście wyjaśniona? Odpowiedź Płocińskiego jest pesymistyczna: – To utonie w politycznej wojnie. A powinna być wyjaśniona, i ta sprawa polityczna (ale gdzieś pewnie na uboczu), i sprawa prawdziwych gangsterów, którzy za tym stali.

Rozmówcy zastanawiają się także nad sensem powołania sejmowej komisji śledczej. Płociński przyznaje, że może ona nie doprowadzić do rozliczeń, ale może dać obywatelom większą możliwość obserwowania tego, co dzieje się wokół afery.

W tle całej rozmowy pozostaje najważniejsze pytanie: czy Zondacrypto stanie się kolejnym symbolem politycznej polaryzacji, czy uda się oddzielić odpowiedzialność polityczną od kryminalnego sedna sprawy? – Lepiej by było w ogóle dla nas jako wspólnoty politycznej, która głosuje na różnych ludzi, ma różne przekonania, żeby ta sprawa nie była rozgrywana politycznie tylko przez jedną stronę – podsumowuje Michał Płociński.