Sponiewierane w ostatnim czasie byki, rozpoczęły nowy tydzień od mocnego uderzenia. W poniedziałek na GPW gra toczyła się do jednej bramki. Podaż tym razem nie miała absolutnie nic do powiedzenia. Nawet przez moment nie pojawiło się widmo tego, że niedźwiedzie mogą znów przejąć kontrolę nad parkietem.

Od początku notowań karty rozdawały byki. WIG20 zaczął sesję od wyraźnych wzrostów. W pierwszych minutach sięgały one już 2 proc. Można nawet było się obawiać czy przypadkiem popyt nie wystrzelał się z amunicji już na starcie. Na szczęście kupujący tego dnia wykazywali bardzo dużą determinację.

Pomagało w tym też otoczenie. Mieliśmy bowiem słabszego dolara, zwrot w kierunku bardziej ryzykownych aktywów i odbicie na innych europejskich parkietach. To była woda na młyn dla naszego rynku. Nie dość więc, że byki się nie cofnęły, to dodatkowo wykazywały chęć do tego, by atakować jeszcze wyższe poziomy. W połowie notowań WIG20 zyskiwał nawet 2,5 proc. co było najlepszym wynikiem w Europie. Wzrosty obserwowaliśmy także w segmencie średnich i małych spółek, chociaż nie były one już tak okazałe, jak w przypadku największych firm.

Co prawda w pewnym momencie nasz rynek złapał lekką zadyszkę, ale jak się później okazało był to tylko chwilowy przestój. Na ostatniej prostej notowań byki znowu ruszyły do ataku i co najważniejsze, ten okazał się skuteczny. WIG20 finiszował w wielkim stylu. Zyskał 3,05 proc. co stawia go na czele europejskiej stawki.

W gronie największych spółek liderem wzrostów był PKN Orlen, którego papiery podrożały o prawie 6 proc. Niemal 5,5 proc. zyskały akcje KGHM. JSW zyskała z kolei 5 proc. Na drugim biegunie znalazły się papiery spółki Dino, które straciły na wartości 0,6 proc.

Wróćmy jednak do indeksów. Nad kreską dzień zakończyły także inne wskaźniki naszego parkietu. mWIG40 urósł 1,7 proc., zaś sWIG80 1,3 proc. Przyczepić w zasadzie można się jedynie do obrotów. Te na całym rynku wyniosły 770 mln zł, co nie jest porywającym wynikiem i też nakazuje z nieco większą ostrożnością patrzeć na poniedziałkowe dokonania indeksów. Szczególnie, że też nie ma jakiegoś wyraźnego, fundamentalnego przesłania do aż tak mocnych wzrostów. Sytuacja makroekonomiczna, ani geopolityczna w zasadzie się nie zmieniła. Nadal mamy problem z wysoką inflacją, podwyżkami stóp procentowych, niepewnością odnośnie do dostaw gazu i widmo potencjalnej recesji. Poniedziałkowe odbicie notowań trzeba więc traktować jako zwykłą korektę ostatnich spadków. Odłóżmy to jednak na razie na bok i cieszmy się chwilą.