Od początku piątkowego handlu wiadomo było, że będzie to ciężki dzień dla inwestorów. Nastroje popsuł nowy wariant koronawirusa odkryty w RPA. Na początku sesji WIG20 spadał o 3,5 proc. i znalazł się poniżej bariery 2200 pkt – po raz pierwszy od maja. Przez kolejne godziny indeks znajdował się na mocnym minusie, a podaż zaczęła jeszcze mocniej dociskać, gdy do gry weszli Amerykanie. W czwartek Wall Street było zamknięcie z uwagi na Święto Dziękczynienia, a w piątek skrócone godziny handlu zmobilizowały inwestorów do ostrej reakcji. S&P 500 i Dow Jones spadały po ponad 2 proc. To jeszcze dobiło indeksy w Warszawie. Ostatecznie WIG20 zamknął się na poziomie 2143 pkt, co oznacza spadek o 3,9 proc. Takiej przeceny indeks blue chips nie odnotował od października 2020 r., kiedy inwestorzy bali się rosnącej liczby zakażeń.

Wyraźnie spadały notowania spółek górniczych, na czele z JSW, której akcje staniały o 11 proc. Pod presją były także spółki paliwowe, odzieżowe oraz banki. PKO BP, który ma największy udział w indeksie, staniał o 5,8 proc. Z kolei na celowniku kupujących znalazł się Mercator. Inwestorzy mają nadzieję, że nowy wariant może wzmocnić popyt na rękawice medyczne, tak jak w przypadku poprzednich fal pandemii. Notowania Mercatora wzrosły o 13,2 proc.

Czytaj więcej

Na rynkach leje się krew. Mocno tanieje również ropa

Indeksy małych i średnich spółek również wyraźnie spadły. sWIG80 znalazł się 3 proc. na minusie, a mWIG40 stracił 2,9 proc.

Pod koniec sesji niemiecki DAX i francuski CAC 40 spadały odpowiednio o 3,6 proc. i 4,4 proc. Jeszcze mocniej pikowały notowania rosyjskiego RTS, które spadały o 4,6 proc.

Do paniki doszło także na rynku ropy. Pod koniec sesji w Warszawie gatunek WTI oraz Brent taniały o ponad 10 proc. Taka wyprzedaż na rynku ropy zdarza się bardzo rzadko. Inwestorzy obawiają się, że nowy wariant może ponownie zaburzyć popyt na ropę.