Indeks Standard&Poor’s500 otrząsnął się po wrześniowych stratach i zanotował wzrostowy tydzień, a liderami zwyżek okazały się firmy motoryzacyjne, surowcowo-materiałowe oraz reprezentanci handlu detalicznego.

Odwet kupujących na spadkach zaszokował tych inwestorów, którzy w minionym miesiącu spowodowali, że napływ pieniędzy na giełdy akcji spadł do najniższego poziomu od roku, zauważa Bloomberg.

Dostało się też „kasandrom” takim jak Mike Wilson, strateg banku Morgan Stanley. Został on zmuszony do przesunięcia w czasie prognozy zapowiadającej spadek S&P500 od szczytu do dołka o minimum 10 proc. W sierpniu wyrokował, że stanie się to jesienią, a teraz wskazuje na początek przyszłego roku.

W minionym tygodniu akcje wykazały się dużą odpornością i S&P500 zyskał 1,8 proc. mimo, że sprawozdanie z ostatniego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) amerykańskiego banku centralnego, a także szybsza inflacja skłoniły traderów z rynku obligacji do wyceniania wcześniejszych podwyżek stóp procentowych.

S&P 500 znowu znalazł się powyżej 50-dniowej średniej na wysokości 4437 pkt, linii trendu obserwowanej przez traderów próbujących określić kierunek zmian w najbliższej przyszłości. Ten ważny wskaźnik odrobił już 61,8 proc. spadku z września, co jak wynika z analizy Fibonacciego może zwiastować pełne odrobienie strat, jeśli trend utrzyma się.

Historia przemawia na korzyść byków, jeśli chodzi o wyniki czwartego kwartału. Od 1927 roku S&P500 w 60 proc. przypadków zyskiwał w tym okresie. Kiedy jednak w czasie pierwszych dziewięciu miesięcy rósł on o ponad 10 proc., tak jak w 2021 roku, szanse na dodatnią stopę zwrotu rosły do 78 proc.

W poniedziałek na Wall Street mogą być jednak turbulencje, pokłosie wygaśnięcia opcji na akcje o wartości ponad 700 miliardów dolarów.