Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak zmieniają się nawyki konsumentów i dlaczego odbiór osobisty staje się kluczowym trendem w gastronomii.
  • Jakie korzyści i wyzwania dla restauratorów niesie rosnąca popularność zamówień z odbiorem własnym.
  • Który model sprzedaży – na miejscu czy na wynos – jest bardziej opłacalny dla lokali gastronomicznych.
  • Które globalne marki gastronomiczne wkrótce zadebiutują w Polsce i jak zmieni to lokalny rynek.

Już ponad 16 proc. ogółu zamówień w gastronomii to te odbierane przez konsumentów samodzielnie i zabierane do domu. W tym kanale przychody wzrosły o 13,2 proc. przy stabilnej liczbie rachunków, podczas gdy w przypadku konsumpcji na miejscu utrzymały się na zbliżonym poziomie, ze wzrostem o zaledwie 0,6 proc., mimo wzrostu średniej wartości rachunku – wynika z danych POSbistro przygotowanych dla „Rzeczpospolitej”.

W lokalu, ale na wynos

Takie zachowanie konsumentów ma proste wyjaśnienie: dzięki samodzielnemu odebraniu zamówienia w lokalu nie muszą płacić za jego dostawę. Do tego nie muszą też czekać na dostarczenie wraz z innymi zamówieniami, jakie może dostać kurier. Nie ma się co dziwić, że rynek zmierza właśnie w tym kierunku. Autorzy analizy z POSbistro wskazują, że porównanie wyników rok do roku pokazuje rosnące znaczenie sprzedaży na wynos. W tym kanale przychody wzrosły o 13,2 proc. przy stabilnej liczbie rachunków, z kolei liczba rachunków na miejscu spadła o 11,2 proc.

Czytaj więcej

Na pizzę chodzimy częściej, ale sushi kosztuje fortunę. Nowe dane z gastronomii

– Wyniki wskazują na odmienne trendy w obu kanałach sprzedaży i coraz większą rolę zamówień na wynos w wynikach lokali – wyjaśnia Damian Szczypczyk, ekspert rynku gastronomicznego w POSbistro. Szczególnie w większych miastach, gdzie jest dużo firm czy korporacji, pracownicy chętnie zamawiają opcję na wynos i jedzą w swoich biurach. – Jedzenie w lokalu wiąże się też z większym wydatkiem. Klient w trakcie wizyty może coś domówić – na przykład zdecydować się na deser po daniu głównym. Inną kluczową rzeczą są napoje, których zazwyczaj nie zamawiamy przy zamawianiu jedzenia na wynos, a one znacznie podnoszą wartość rachunku – dodaje Damian Szczypczyk.

Polski rynek gastronomiczny rozwija się dynamicznie od pandemii i wciąż pojawiają się tysiące nowych lokali. Poza klasycznymi restauracjami czy food-truckami mocno rozwija się także sektor fast-food, dzięki ekspansji marek globalnych.

– Polska cieszy się rosnącym zainteresowaniem ze strony zagranicznych marek, i to nie tylko z sektora gastronomicznego – mówi Anna Wysocka, szefowa działu handlowego w CBRE. – Jest spora szansa, że w nadchodzących miesiącach rynek powinien wzbogacić się o nowe, interesujące wejścia – dodaje. Firma jest wyłącznym doradcą ds. pozyskiwania lokali pod restauracje sieci w Polsce dla marki Wingstop, która niedawno zapowiedziała wejście na nasz rynek. 

Nowe lokale przystosowane do zmieniających się oczekiwań klientów

W praktyce, zamówienia na wynos mogą przynosić wiele korzyści lokalom – mniej angażują obsługę oraz zwiększają przepustowość stolików. Pozwalają rozwijać różne opcje oraz kanały sprzedaży – poszerzać ofertę o różnego rodzaju sety, zestawy lunchowe, opcje dla kilku osób czy korzystać z różnego rodzaju aplikacji zewnętrznych, własnej strony czy zamówień telefonicznych i zwiększać „widoczność” lokalu i docierać do nowych klientów. 

W przypadku wartości zamówienia na wynos mediana wynosi ok. 79 zł i w ostatnich miesiącach utrzymuje się na zbliżonym poziomie. Mediana dla tych na miejscu przekracza 88,6 zł, ale wiąże się z dodatkowymi kosztami choćby sprzątania czy zmywania naczyń, więc w efekcie przychód z nich jest podobny. – Na miejscu jednak klienci zamawiają częściej produkty z najwyższymi marżami, czyli alkohol, kawę, herbatę. W zamówieniach na wynos takich towarów raczej za często nie spotykamy – mówi jeden z restauratorów.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Polacy oszczędzają, a restauracji przybywa. Cztery nowe food trucki dziennie

Pro

Sieci gastronomiczne widzą wzrost takich zamówień, choćby rozwijając lokale z dedykowanymi im częściami typu drive-in. – Rozwijamy również funkcje dostępne w aplikacji McDonald’s, które pozwalają złożyć i opłacić zamówienie jeszcze przed przyjazdem do restauracji oraz odebrać je w preferowany sposób, między innymi przy ladzie, do stolika, na linii McDrive czy na specjalnie oznaczonym miejscu parkingowym – wyjaśnia biuro prasowe McDonald’s Polska.

Sieć Popeyes przyznaje, że w formacie na wynos trudno jest jej zebrać miarodajne dane. – Ze względu na to, że większość restauracji działa w ramach tzw. food courtów w centrach handlowych, to sporo zamówień jest w tej formule – przyznaje biuro prasowe firmy. 

Ta część rynku rozwija się szczególnie mocno, co widać choćby po ekspansji sieci typu fast-food. Już niedługo mają ruszyć pierwsze w Polsce lokale takich sieci z USA jak Taco Bell, Wingstop czy Wendy’s, ale to nie koniec. Co najmniej dwie kolejne sondują potencjał naszego rynku, a w branży spekuluje się o debiucie Chipotle czy Chick-fil-A.

Na polski rynek wchodzi amerykańska marka Dave’s Hot Chicken

Lokale stawiające głównie na dania z kurczaka będzie w Polsce uruchamiać spółka Azzurri Group, rozwijająca ten koncept w Europie. Początkowy plan zakłada ok. 25 restauracji, na tym etapie nie podano jednak daty otwarcia pierwszego polskiego lokalu ani miast, w których marka rozpocznie działalność.

Polska ma być pierwszym krajem Europy Środkowo-Wschodniej, w którym pojawi się Dave’s Hot Chicken. Dla operatora będzie to kolejny etap budowy europejskiej sieci po rozpoczęciu działalności w Wielkiej Brytanii.