O długim horyzoncie mówił każdy z uczestników panelu „Dekarbonizacja budownictwa – wyzwania i kierunki rozwoju”, choć z innej perspektywy. Łukasz Bałajewicz, prezes Krajowego Zasobu Nieruchomości, patrzył na budynek jak zarządca związany z nim przez 20 czy 30 lat. Przywołał model irlandzki, w którym państwo finansuje całą budowę, ale później nie odpowiada za koszty eksploatacji. Wyższy koszt metra kwadratowego może więc zwracać się z nawiązką, tyle że nie ma to znaczenia przy przetargach. – Nie spotkałem się dotąd z przetargiem, który pokazywałby koszt eksploatacji – ubolewał.
Rafał Zarzycki z Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa dodał, że kryterium najniższej ceny obniża jakość projektów, bo w przetargu wygrywa najtańsza oferta, a nie ta, która zapewni budynkowi najlepszą charakterystykę energetyczną. Michał Głowacki z Holcim Polska przełożył to na konkretne materiały budowlane. Jak mówił, postawienie budynku odpowiada za 18–20 proc. jego śladu węglowego, z czego blisko 40 proc. przypada na beton, a to zaledwie 5–10 proc. kosztów inwestycji. – Krótkoterminowo po prostu nie warto na to patrzeć – mówił, wskazując na trwałość materiału i możliwość jego powrotu do obiegu po rozbiórce.
Bartosz Marcol, prezydent Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego PLGBC, rozszerzył rachunek o etap dekonstrukcji budynku, wskazując, że dopiero wtedy widać, iż rozwiązania droższe na starcie ostatecznie bywają tańsze. Anna Kornecka, prezes Hydro Sanok, zauważyła, że mieszkańcy już dziś płacą za transformację w rachunkach, a wynajmując mieszkanie, nie wiedzą, ile poza czynszem będzie kosztowała jego eksploatacja.
Kłopot w tym, że nikt nie liczy tego tak samo. – Gdybyśmy poprosili pięciu ekspertów o policzenie śladu węglowego na podstawie tych samych danych dla tych samych budynków, wyniki byłyby różne – stwierdził Marcol, dodając, że woli mówić o szacowaniu niż o liczeniu. Jego rekomendacją dla ustawodawcy jest jedno, spójne dla wszystkich narzędzie, z uśrednionymi danymi o emisyjności materiałów. – Jeżeli nie możemy czegoś zmierzyć, to nie możemy tego usprawnić – zwrócił uwagę.
Kornecka apelowała natomiast o wprowadzenie klas energetycznych budynków na wzór etykiet znanych ze sprzętu AGD. – Już dla nas, czyli dla osób zajmujących się dekarbonizacją, pewne kwestie są dość skomplikowane. Dla przeciętnego mieszkańca to pojęcia kompletnie niezrozumiałe – zauważyła była wiceminister w resorcie rozwoju, pracy i technologii.