Projekt UC100 został skierowany przez Komitet do Spraw Europejskich do Stałego Komitetu Rady Ministrów wraz z tabelą rozbieżności, które są fundamentalne i nie zostały w żaden sposób rozwiązane. Spór dotyczy przede wszystkim rozdziałów 7 i 10, które likwidują organizacje odzysku, a w ich miejsce powołują NFOŚiGW jako monopolistę w zarządzaniu pieniędzmi z nowej opłaty opakowaniowej.

Producentom często zarzuca się, że blokują projekt tylko dlatego, że nie chcą płacić. – Jako sektor rolno-spożywczy od ponad dwóch lat wyraźnie wskazujemy, że nie przeciwstawiamy się konieczności sfinansowania selektywnej zbiórki i przygotowania do recyklingu naszych opakowań. Rozszerzona odpowiedzialność producenta (ROP) jest potrzebna i w żadnej wersji nie jest dla nas bezpłatna. Chcemy tylko i aż, żeby był to system nowoczesny, efektywny środowiskowo i racjonalny ekonomicznie, oparty o zasady wolnego rynku – mówił Andrzej Gantner z Polskiej Federacji Producentów Żywności Związku Pracodawców podczas panelu o ROP na XXXV Forum Ekonomicznym w Karpaczu.

Gantner przywołał wypowiedź wiceprezesa NFOŚiGW Pawła Augustyna, który niedawno w rozmowie z „Rzeczpospolitą” przekonywał, że fundusz jest najlepszą instytucją do zarządzania systemem ROP, ponieważ wydał „ponad 16 mld zł na realizację projektów dotyczących m.in. spalarni odpadów i PSZOK-ów”. – Serdecznie gratuluję, ale to nie jest ROP. Nie chcemy podnosić cen żywności tylko po to, żeby opakowania lądowały w spalarniach – argumentował Gantner.

Pół grosza ma znaczenie

Sektor rolno-spożywczy wprowadza na rynek ponad 60 proc. wszystkich opakowań. Według Gantnera właśnie ta branża straci najwięcej na źle skonstruowanym systemie, bo opakowanie stanowi w cenie żywności znacznie większą część niż w innych produktach. Jednocześnie skorzysta najmniej: do kontaktu z żywnością nadaje się dziś praktycznie wyłącznie recyklat PET z certyfikowanych instalacji.

Argument, że opłata za jedno opakowanie będzie symboliczna, Gantner odpierał przykładem. – To zależy od tego, jakiego produktu dotyczy to opakowanie. Przy telewizorze faktycznie niewiele się zmieni. Przy serku za 3 zł to już całkiem sporo. Może urzędnikowi w ministerstwie wydaje się, że pół grosza czy 20 groszy nie ma znaczenia. W sektorze o bardzo niskich marżach każde pół grosza może oznaczać utratę konkurencyjności i stratę – przekonywał.

Gantner obawia się również, że stawki będzie można podnosić zwykłym rozporządzeniem. – Jeśli chcemy mieć kopię systemu ochrony zdrowia w gospodarce odpadami opakowaniowymi, wprowadźmy rządowy model ROP. Wylądujemy w systemie, który przepali każdą ilość pieniędzy bez wpływu na efektywność, a zapłacimy za to wszyscy w cenach żywności – ostrzegał. Projekt w obecnym kształcie nazwał „podatkiem od bezpieczeństwa żywności”, bo o bezpieczeństwie, jakości i trwałości żywności decyduje w dużej mierze rodzaj opakowania.

Gmina zapłaci pierwsza

Marzena Berezowska ze Związku Samorządów Polskich tłumaczyła, że gmina będzie musiała najpierw wydać własne pieniądze, a dopiero później wystąpić do NFOŚiGW o refinansowanie. – Nie wie, kiedy, nie wie, ile i nie wie, czy w ogóle dostanie pieniądze – mówiła.

I punktowała dalej: terminy przekazywania środków – z urzędów marszałkowskich do funduszu, a dalej do gmin – są niewiążące. Do czasu podpisania umowy gmina nie ma jak odwołać się od decyzji, bo NFOŚiGW nie jest organem administracji publicznej i nie działa wobec niego kodeks postępowania administracyjnego. Gmina nie może też zapisać w budżecie refinansowania, bo nie zna kwoty ani założyć deficytu, bo grozi to naruszeniem dyscypliny finansów publicznych. Berezowska zwracała uwagę, że projekt nie przesądza wprost o obniżeniu opłat dla mieszkańców i nie gwarantuje, że opłata opakowaniowa nie zostanie z czasem przeznaczona na inne cele.

Dorota Włoch, prezes Eneris Surowce, wyliczyła, ilu wniosków może spodziewać się fundusz. – Mamy ok. 2,5 tys. gmin, ok. 200 instalacji mechaniczno-biologicznego przetwarzania i jeszcze ok. 300 recyklerów i sortowni. To 3 tys. wniosków, czyli ok. 59 audytowanych decyzji tygodniowo – mówiła. Jej zdaniem gminy, które nie wiedzą, kiedy i ile pieniędzy odzyskają, podniosą opłaty dla mieszkańców, zanim nowy system zacznie działać. – Nie ma żadnych instrukcji, jak to będzie liczone. Usłyszałam, że dopłacimy tym, którym się nie będzie spinać. Co to znaczy? Że będą nieefektywni i za drodzy? Czy że wysortują za dużo i nie będą mieli gdzie tego sprzedać? – pytała.

Najpierw ROP, potem kaucja

Włoch przypomniała, że branża odpadowa proponowała inną kolejność zmian: najpierw ROP, potem system kaucyjny, następnie ekomodulacja opłat premiująca opakowania łatwiejsze w recyklingu, wspólnie z unijnym rozporządzeniem PPWR (Packaging and Packaging Waste Regulation – red.), które mają stworzyć rynek zbytu dla recyklatów. Tymczasem system kaucyjny wystartował przed ROP. Butelki PET i puszki odpływają z gminnych systemów, a razem z nimi przychody. Dlatego Polska Izba Gospodarki Odpadami, aby odciążyć mieszkańców, zaproponowała „sprawiedliwy ROP”, czyli szybkie dofinansowanie gminnych systemów, na przykład według ceny ustalonej w przetargu za tonę odpadów z żółtego worka.

Przesunięcia startu systemu kaucyjnego domagali się też producenci. – Kto się na to nie zgodził? Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Tak się skoncentrowało na teoretycznym sukcesie uruchomienia kaucji, że zapomniało o całej reszcie gospodarki odpadami opakowaniowymi. Teraz mamy potężną dyskusję o likwidacji systemu, który jeszcze dobrze nie zaczął działać – mówił Gantner.

Czarne owce i nacjonalizacja

– W naszej branży, jak w każdej, są czarne owce. Ale ministerstwo przyjęło chyba strategię, że skoro niektórzy kierowcy przekraczają prędkość, trzeba zlikwidować ruch drogowy – mówił Jakub Tyczkowski, prezes Rekopolu. Winą obarczył słabość instytucji nadzorczych i przepisy, które trzeba zmienić. Niektóre postępowania ciągną się kilkanaście lat i kończą niczym.

Włoch dodała, że branża odpadowa od lat apeluje o aktualne dane w bazie BDO, które pozwoliłyby wykrywać fikcyjny recykling.

– Dziś powinno paść słowo, które jeszcze nie padło: nacjonalizacja. Likwidacja całej branży jest niczym innym jak nacjonalizacją – podkreślał prezes Rekopolu.

Witold Włodarczyk z Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ochrony Środowiska (OIGOŚ) pytał, kto w NFOŚiGW miałby wykonywać nowe zadania. – Nie słyszałem, żeby fundusz planował otwarcie przyzakładowej szkoły zawodowej. A to będzie wielka praca i nie ma jej kim robić – mówił. Nowe etaty mają być w teorii finansowane z opłaty płaconej przez przedsiębiorców. Włodarczyk ocenił, że będzie to oznaczać rozrost biurokracji.

Pięć raportów, zero odpowiedzi

Dyrektor generalny OIGOŚ określił konsultacje społeczne projektu jako „farsę”, zwracając uwagę, że przedsiębiorcy złożyli 1400 uwag, ministerstwo analizowało je przez rok, a projekt wrócił w praktycznie niezmienionym kształcie. MKiŚ nie przedstawił żadnej analizy na poparcie swojego modelu, natomiast analizę skutków wykonał Instytut Finansów Publicznych, którego – jak mówił Włodarczyk – „nie można podejrzewać o złą wolę wobec rządowego projektu, bo jest mocno związany z dzisiejszą opcją rządzącą”. Z raportu wynika, że kraje z modelami monopolistycznymi i państwowymi, jak Węgry, Chorwacja i częściowo Dania, mają najsłabsze wyniki.

– Polska w ciągu 20 lat podniosła poziom recyklingu opakowań z 25 proc. do ponad 60 proc. – mówił Włodarczyk, nazywając „bzdurą” twierdzenie ministerstwa, że UC100 to model czeski. – Mamy rok 2026 i wprowadzamy model nie dość, że monopolistyczny, to jeszcze państwowy. W 1986 r. miałby sens. Dziś nie ma – mówił.

Gantner wyliczał, że krytycznych raportów jest pięć, w tym analiza Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej przygotowana dla resortu rolnictwa oraz raport Warsaw Enterprise Institute. Negatywne opinie wydały też Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, UOKiK i Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, choć – jak mówił – te ostatnie długo nie były ujawniane. – Mamy pięć do zera. Ze strony ministerstwa klimatu nie ma ani jednej merytorycznej odpowiedzi na te raporty – stwierdził.

Apel do premiera

Firmy odpadowe i organizacje przedsiębiorców przygotowały własne koncepcje ROP, które zachowują organizacje odzysku. Zdaniem Tyczkowskiego różnice między nimi są niewielkie i da się je połączyć, a Włodarczyk wskazał przykład Wielkiej Brytanii, gdzie system wypracowali wspólnie przedsiębiorcy, samorządy i państwo.

Producenci żywności ponowili apel do premiera o wycofanie z UC100 rozdziałów 7 i 10, tak by pozostałe przepisy mogły być dalej procedowane. Chcą też powołania pełnomocnika rządu ds. ROP.

– Z całym szacunkiem, nie powinien to być nikt z Ministerstwa Klimatu i Środowiska, bo poziom dialogu z przedsiębiorcami możemy uznać za skandaliczny. Odpowiedź „nie, bo nie” nie jest godna demokratycznego państwa – mówił Gantner. Jego zdaniem pełnomocnik powinien od razu uruchomić nowe konsultacje, a ustawę da się uchwalić jeszcze w tej kadencji. Porównanie UC100 do modelu czeskiego skwitował: – To tak, jakby ktoś powiedział, że w PRL był kapitalizm, tylko w polskiej wersji.