[b]Rz: Unia Europejska chce wprowadzić zarządzanie gospodarcze. Czy będą kary dla krajów łamiących reguły fiskalne?[/b]
Philip Whyte: Widać pokusę myślenia, że sankcje już zapisane w pakcie stabilności i wzrostu nie są dość mocne, skoro doszło do kryzysu. I trzeba je zwiększyć. Mowa o zawieszeniu prawa głosu, a ostatecznie nawet wyrzuceniu kraju ze strefy euro. Nie sądzę, żeby to miało szansę akceptacji. Jest możliwość zawieszenia funduszy strukturalnych dla krajów, które łamią reguły paktu.
[b]Polska bardzo sceptycznie odnosi się akurat do tej sankcji. Przekonuje, że to po pierwsze niesprawiedliwe, bo dotyczyć będzie tylko grupy krajów biorców. Po drugie, nieefektywne, bo akurat w kryzysie lepiej wypłacać fundusze, niż je wstrzymywać.[/b]
Ja w ogóle jestem krytyczny w odniesieniu do reguł fiskalnych paktu. One są złe, bo są procykliczne, czyli do sankcji dochodzi w najgorszym momencie kryzysu, gdy spadają wpływy z podatków, a gospodarka jest słaba. A nie wtedy, gdy gospodarka rozwija się szybko, ale rząd nie dość robi, żeby uzdrawiać finanse publiczne. Ale rozumiem kraje – największych płatników i ich podejście do sprawy Grecji. Trudno w czasie kryzysu tłumaczyć społeczeństwom, dlaczego składamy się na fundusze strukturalne dla tych, którzy łamią reguły.
[b]Bruksela mówi, że nowe zarządzanie gospodarcze w UE powinno obejmować nie tylko reguły fiskalne, ale też reformy strukturalne. [/b]
Stoimy przed poważnym niebezpieczeństwem przegapienia najważniejszego problemu strefy euro, jakim jest niezrównoważony wzrost europejski. Kraje z bardzo wysokim deficytem obrotów bieżących, jak Hiszpania, Grecja, prosi się, żeby zachowywały się bardziej odpowiedzialnie i go ograniczały. Ale nie widać chęci po stronie krajów z nadwyżką, żeby ją zmniejszyć, poprzez zwiększenie popytu wewnętrznego. Niemcom trudno jest to zaakceptować i wypełnić swoją rolę w Unii. Jeśli Berlin tego nie zrozumie, możemy sobie rozmawiać o sankcjach itp., ale Europa nie wyjdzie z tego kryzysu.