Czy powinniśmy przyjąć euro?

Nie. Własna waluta pełni rolę mechanizmu amortyzującego, działającego w sposób antycykliczny. Gdy koniunktura międzynarodowa jest bardzo dobra, złoty się umacnia, co trochę ogranicza skalę boomu. Natomiast w sytuacji kryzysowej własna waluta się osłabia, co łagodzi skutki spadku koniunktury. Kraje, które przechodziły przez kryzys i tego mechanizmu nie miały, na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat poniosły straty rzędu kilkunastu procent PKB lub nawet więcej.

A co z suwerenną polityką pieniężną?

Jest ważna, ale kluczową rolę odgrywa elastyczny kurs walutowy. Mając własną walutę, nie decydujemy o poziomie jej kursu, gdyż to zależy od trendów w globalnej gospodarce. Natomiast automatyczne dostosowanie kursu jest mechanizmem amortyzującym, który zwiększa bezpieczeństwo gospodarki.

Czy inflacja byłaby dziś niższa, gdybyśmy mieli euro?

Bardzo możliwe, gdyż mamy obecnie jeden z najwyższych poziomów inflacji w Europie. Lecz związek między poziomem inflacji a przynależnością do strefy euro nie jest jednoznaczny. Z jednej strony są kraje z własnymi walutami, jak np. Polska czy Węgry, z inflacją ponad 6 proc., czyli wyraźnie wyższą niż średnia eurozony (nieco ponad 4 proc.). Z drugiej strony Szwecja czy Czechy, również nienależące do strefy euro, mają inflację niższą – w okolicach 3 proc.

Czytaj więcej

Europejczycy docenili wspólną walutę. Poparcie dla euro znacznie wzrosło

Czy teoria optymalnych stref walutowych jest dobrym miernikiem opłacalności euro?

W naszej wspólnej z Ernestem Pytlarczykiem książce „Paradoks euro" mówimy, że same parametry ekonomiczne nie wystarczają do określenia racjonalnego podziału na obszary walutowe. Twierdzimy, że jedna waluta powinna być ustanawiana na poziomie takiej wspólnoty, z którą obywatele najsilniej się identyfikują, której są gotowi powierzyć najwięcej odpowiedzialności za wspólny los i w ramach której politycznie akceptowalna jest zarówno migracja pracowników na dużą skalę, jak trwała międzyregionalna redystrybucja dochodów. Uważamy, że w przypadku UE optymalnym obszarem dla jednej waluty jest państwo członkowskie. Każdy kraj w strefie euro może w pewnym momencie utracić konkurencyjność z przyczyn, które może być trudno z wyprzedzeniem przewidzieć lub wyeliminować. Doświadczyła tego po 2008 r. Finlandia, która mogła uchodzić za wzór solidnej polityki makroekonomicznej. Finlandia o wiele lepiej poradziła sobie z podobnym kryzysem na początku lat 90., po rozpadzie ZSRR. Lecz wówczas pomogło jej to, że miała własną walutę. Fińska marka okresowo się osłabiła i gospodarka szybko stanęła wówczas na nogi. Później w ramach strefy euro takie dostosowanie nie było możliwe i Finlandia przeszła wieloletnią recesję.

Jak euro wpłynęło na gospodarki regionu – państwa bałtyckie i Słowację? Czy podobnych rezultatów można by się spodziewać w Polsce?

Doświadczenia są różne. Łotwa poprzez powiązanie własnej waluty z euro nie mogła korzystać z mechanizmu kursu walutowego, by wyjść z kryzysu po 2007 r. W latach 2008–2010 doznała dramatycznego spadku PKB o 21 proc. Zatrudnienie spadło o 17 proc., a ograniczanie bezrobocia następowało głównie poprzez emigrację. Warto porównać doświadczenie Łotwy z przypadkiem Islandii – innego małego kraju, który w 2007 r. przechodził podobnie głęboki kryzys. Islandia dzięki elastycznemu kursowi walutowemu poradziła sobie z kryzysem znacznie lepiej

– z dwukrotnie mniejszymi kosztami w postaci spadku PKB i zatrudnienia. W strefie euro dobrze radzi sobie Słowacja. Lecz – jak zwracamy uwagę w książce – jest ona narażona na duże ryzyko, ze względu na uzależnienie od przemysłu motoryzacyjnego. Gdy zagranicznym koncernom przestanie się opłacać produkcja samochodów w Słowacji, kraj może doznać dramatycznych perturbacji i brak własnej waluty stanie się poważną przeszkodą dla przezwyciężenia kryzysu.

Jaka opinia o euro dominuje wśród ekonomistów?

Moje poglądy nt. euro są w mniejszości wśród polskich ekonomistów. Ci z „głównego nurtu" uważają, że argumenty polityczne są istotniejsze niż podnoszone przeze mnie kwestie ekonomiczne. Euro traktowane jest przez nich jako metoda zakotwiczenia Polski w UE. Rozumiem ten argument i podzielam jego motywy. Przestrzegam jednak, że jeśli Polska, pozbawiona własnej waluty, popadnie w kłopoty gospodarcze, to efektem może być zerwanie zarówno z euro, jak i z UE.