– Chodzi o wzrost VAT, który obejmie podstawowe artykuły żywnościowe – mówi prof. Jerzy Osiatyński z Polskiej Akademii Nauk. Eksperci szacują, że przeciętna czteroosobowa rodzina zapłaci za żywność więcej o ok. 80 – 100 zł miesięcznie.
Jeśli do tego doliczymy wyższą cenę pieluszek dla dzieci (paczka zdrożeje przeciętnie o około 10 zł) czy kilkadziesiąt złotych więcej na książki lub czasopisma specjalistyczne, to może się okazać, że nasze wydatki w 2011 roku podskoczą o 10 – 15 proc.
Tylko do końca roku możemy bowiem stosować niższe stawki VAT na przykład na mięso, ryby, tłuszcze, książki czy usługi budowlane i nowo wybudowane mieszkania. Bruksela zezwoliła na to w 2007 r. Polsce i czterem innym państwom Wspólnoty. Ale od przyszłego roku musimy stosować stawki podstawowe, czyli 7 proc. zamiast 3 na żywność i 22 proc. zamiast 7 na usługi i mieszkania. Chyba że znów poprosimy o przesunięcie podwyżek.
[wyimek][srodtytul]O 15 procent[/srodtytul] mogą wzrosnąć wydatki polskiej rodziny po podwyżce VAT[/wyimek]
– Decyzja, czy wystąpimy z taką prośbą, jeszcze nie zapadła – mówi Paweł Arndt (PO), szef Sejmowej Komisji Finansów Publicznych. – Sytuacja budżetu nie jest najlepsza, liczy się każda złotówka. Jednocześnie to artykuły pierwszej potrzeby, więc przynajmniej na niektóre powinien pozostać niższy VAT – zaznacza.
– W pojedynkę niczego nie załatwimy, bo Unia to suma interesów wielu państw i taka decyzja powinna opłacać się przynajmniej kilku z nich – dodaje Zbigniew Liptak, ekspert Ernst & Young.
Jednak choć kryzys się kończy, mocnego ożywienia gospodarczego wciąż nie ma. Kraje Unii toną w długach, wiele – także Polska – ma problem ze zbyt wysokim deficytem. Wyższy VAT to większe wpływy do budżetu. Były minister finansów Mirosław Gronicki uważa, że w Polsce przy niezmienionym poziomie konsumpcji mogłoby to być dodatkowo 25 – 35 mld zł.
Czy rząd będzie więc chciał walczyć o niższy VAT? – Politycy w roku wyborczym nie mogą sobie pozwolić, by nie zrobić ukłonu w kierunku wyborców, o coś więc z pewnością zawalczą – mówi Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.