Patrząc na ostatni, grudniowy raport Fedu o poziomie zadłużenia kart kredytowych, możemy odnieść wrażenie, że doświadczenia z kryzysu finansowego niewiele nauczyły przeciętnego obywatela Stanów Zjednoczonych. Z raportu wynika, że w grudniu należności Amerykanów z tytułu kart kredytowych wzrosły o 2,3 mld dolarów osiągające poziom 800,5 mld dol. Jest to pierwszy wzrost tego wskaźnika od sierpnia 2008 roku, a więc na miesiąc przed upadkiem banku Lehman Brothers – wydarzenie to uznaje się za początek kryzysu finansowego.

Wówczas zadłużenie na kartach kredytowych osiągnęło rekordowe 974 mld dol. - od tamtego czasu spadło o 18 proc. do poziomu 798,2 mld dol.

W zasadzie trudno się dziwić konsumentom z za oceanu, którzy już teraz wydają pieniądze na potęgę – ich wydatki stanowią 70 proc. PKB największej gospodarki świata .

Taki skok zaciągniętych poprzez karty kredytowe zobowiązań tylko częściowo spowodowany jest poprawą nastrojów konsumentów, a w głównej mierze polityka monetarną Fedu. W końcu rząd amerykańskiw przeciwieństwie do niemal wszystkich krajów zachodnich robi wszystko, aby nakłonić ludzi do jeszcze większych wydatków.

- Polityka pieniężna została bardzo poluzowana. Czy jednak jesteśmy świadkami kolejnego cyklu kredytowego pozostaje kwestią dyskusyjną – powiedział Neil Dutta, ekonomista z Bank of America.

Wzrost wydatków przy użyciu kart kredytowych to tylko część szerzej ujętego, ogólnego zadłużenia konsumentów w Stanach Zjednoczonych, które w grudniu wzrosło o 6,1 mld dol. już trzeci miesiąc z rzędu do poziomu 2,41 bilionów dolarów. Stąd już nie tak daleko do przedkryzysowego szczytu 2,58 biliona dolarów. I choć przez lata 2009 i 2010 poziom zadłużenia Amerykanów spadał zdaje się, że szybko zapomnieli oni o problemach finansowych i znów wydają bez opamiętania.