Jednym z nich mogą być pieniądze zaoszczędzone na pensjach zwalnianych urzędników, których zatrudnił w czasie swojej kadencji Donald Tusk.

To tylko jeden z pomysłów na finansowanie prorodzinnych planów PiS-u przedstawiony przez Przemysław Wiplera, posła PiS w Legnicy na dolnym Śląsku.

O tym, że może być skuteczny świadczy skala zatrudnionych ludzi, bo Wipler ocenia, że od objęcia władzy przez PO Donald Tusk zatrudnił niepotrzebnie nawet 16 tysięcy osób w urzędach centralnych na umowy o pracę, a około 4 tysięcy osób na tzw. umowy śmieciowe.

Oszczędności z tych zbędnych urzędniczych stołków – pensji mogą sięgnąć w skali roku według Wiplera nawet setek milionów złotych.

Podobną praktykę mogłyby zastosować także samorządy, bo i tam widoczny jest wyraźnie przerost administracyjnych stanowisk zdaniem Prawa i Sprawiedliwości.

Adam Lipiński, wiceprezes PiS jako przykład podaje Województwo Dolnośląskie, gdzie w Sejmiku Dolnośląskim i jego agendach w czasie rządów PO z 600 urzędników administracja wzrosła przynajmniej o drugie tyle.