Reklama

"Kamerdyner": Reżyser „Magnata” o Kaszubach

„Kamerdyner” Filipa Bajona otworzył w poniedziałek Festiwal Polskich Filmów Fabularnych. W najbliższy piątek trafi do kin.

Aktualizacja: 17.09.2018 17:53 Publikacja: 17.09.2018 17:30

?Filip Bajon nakręcił epicki film o Kaszubach

?Filip Bajon nakręcił epicki film o Kaszubach

Foto: Materiały prasowe

Czekaliśmy na ten film kilka lat, bo niełatwo jest zrealizować dziś kostiumową, epicką opowieść. A akcja „Kamerdynera” toczy się w w latach 1900–1945.

Reklama
Reklama

 

Dzięki Kazimierzowi Kutzowi, Janowi Kidawie-Błońskiemu mają swoje miejsce w kinie Ślązacy, sam Bajon nakręcił wspaniałego „Magnata” – sagę rodu pszczyńskich książąt von Plessów. Mazury doczekały się „Róży” Wojciecha Smarzowskiego. Teraz przyszła kolej na Kaszubów.

„Kamerdyner” to historia pruskich arystokratów von Kraussów z okolic Pucka. Ale też opowieść o losach Kaszubów. „Jak był spis ludności, to jaki język wpisaliście?” – pyta chłopów w jednej z pierwszych scen filmu Gerda von Krauss. „Niemiecki i polski” – odpowiadają zgodnie. „A jak się kłócicie, to w jakim języku?” – nie odpuszcza hrabina. „Oczywiście po kaszubsku” – przyznają chłopi.

Reklama
Reklama

Bajon zaczyna opowieść na początku wieku, gdy Gerda von Krauss przygarnia do domu niemowlaka, którego matka-wieśniaczka umarła w czasie porodu. Domyśla się, że to syn jej męża. Mateusz wychowuje się z dziećmi hrabiego, choć na jego edukację pieniędzy nie starcza: Kurt i Marita von Krauss jadą do szkół do Berlina, Mati – do Brodnicy. W domu, gdzie się wychował, zostaje kamerdynerem. A między nim i Maritą rodzi się uczucie. Wielkie i zabronione. Wszyscy o tym wiedzą.

Prywatne losy rodziny Bajon wpisuje w burzliwą historię skrawka ziemi, który raz należał do Prus, raz do Polski, raz do Niemiec, rządziła się też na nim Armia Radziecka. W tle przetaczają się: I wojna światowa, powstanie wielkopolskie, odzyskanie niepodległości w 1918 roku, gdy rząd polski zabiera Kraussom ich własność. „Przychodzisz do mnie, rabujesz mi 40 tys. morgów ziemi” – krzyczy Hermann von Krauss do urzędnika. „To ziemia państwa polskiego, to już nie Prusy, panie Krauss” – odpowiada urzędnik. „Mam w dupie wasze prawo. Taki ze mnie Polak jak z pana Eskimos” – denerwuje się hrabia. O Polakach z pogardą mówi: „Cała ich historia to burdy. Trzeba ich przeczekać. Pięć, dziesięć, góra dwadzieścia lat”.

Bajon – głównie poprzez Kurta von Kraussa, który po studiach został w Berlinie – śledzi narastanie faszyzmu, potem II wojnę światową – w filmie znalazły się też sceny masakry ludności w lasach piaśnickich.

Na Kaszubach wciąż mieszają się losy Polaków, Niemców i i tych, którzy uważają się za rdzennych Kaszubów, z ich przywódcą Bazylim Miotką na czele. Ta ostatnia postać wzorowana jest na autentycznym „królu Kaszubów” Antonim Abrahamie, propagatorze polskości Pomorza. Brał udział w konferencji w Wersalu, gdzie upominał się o przyłączenie Kaszub do Polski.

Bajon pokazuje skomplikowane relacje ich łączące. Podobnie jak w „Magnacie” tworzy wielką sagę, opowiadając o świecie, który przeminął. I ta delikatna mgiełka nostalgii też się nad „Kamerdynerem” unosi.

Świetne role tworzą Anna Radwan, Adam Woronowicz, Janusz Gajos, Borys Szyc, Marianna Zydek, Sebastian Fabijański. Grają też w filmie krajobrazy, scenografia, zdjęcia Łukasza Gutta. Niedosyt? Też po obejrzeniu „Kamerdynera” zostaje, bo pewne wątki wymagają więcej ekranowego czasu. Dlatego warto czekać na serial.

Film
Nie żyje wybitny reżyser Béla Tarr. Twórca „Szatańskiego tanga” miał 70 lat
Film
Jaki Paryż przetrwa dzisiejsze zmiany
Film
Zarząd filmowców o zawiadomieniu do prokuratury, gdy odwołano dyrektora Stutthof
Film
Resort kultury zawiadomił o przestępstwie w Stowarzyszeniu Filmowców Polskich
Film
Nie żyje Brigitte Bardot, gwiazda filmu i symbol wyzwolenia kobiet
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama