Czekaliśmy na ten film kilka lat, bo niełatwo jest zrealizować dziś kostiumową, epicką opowieść. A akcja „Kamerdynera” toczy się w w latach 1900–1945.

 

Dzięki Kazimierzowi Kutzowi, Janowi Kidawie-Błońskiemu mają swoje miejsce w kinie Ślązacy, sam Bajon nakręcił wspaniałego „Magnata” – sagę rodu pszczyńskich książąt von Plessów. Mazury doczekały się „Róży” Wojciecha Smarzowskiego. Teraz przyszła kolej na Kaszubów.

„Kamerdyner” to historia pruskich arystokratów von Kraussów z okolic Pucka. Ale też opowieść o losach Kaszubów. „Jak był spis ludności, to jaki język wpisaliście?” – pyta chłopów w jednej z pierwszych scen filmu Gerda von Krauss. „Niemiecki i polski” – odpowiadają zgodnie. „A jak się kłócicie, to w jakim języku?” – nie odpuszcza hrabina. „Oczywiście po kaszubsku” – przyznają chłopi.

Bajon zaczyna opowieść na początku wieku, gdy Gerda von Krauss przygarnia do domu niemowlaka, którego matka-wieśniaczka umarła w czasie porodu. Domyśla się, że to syn jej męża. Mateusz wychowuje się z dziećmi hrabiego, choć na jego edukację pieniędzy nie starcza: Kurt i Marita von Krauss jadą do szkół do Berlina, Mati – do Brodnicy. W domu, gdzie się wychował, zostaje kamerdynerem. A między nim i Maritą rodzi się uczucie. Wielkie i zabronione. Wszyscy o tym wiedzą.

Prywatne losy rodziny Bajon wpisuje w burzliwą historię skrawka ziemi, który raz należał do Prus, raz do Polski, raz do Niemiec, rządziła się też na nim Armia Radziecka. W tle przetaczają się: I wojna światowa, powstanie wielkopolskie, odzyskanie niepodległości w 1918 roku, gdy rząd polski zabiera Kraussom ich własność. „Przychodzisz do mnie, rabujesz mi 40 tys. morgów ziemi” – krzyczy Hermann von Krauss do urzędnika. „To ziemia państwa polskiego, to już nie Prusy, panie Krauss” – odpowiada urzędnik. „Mam w dupie wasze prawo. Taki ze mnie Polak jak z pana Eskimos” – denerwuje się hrabia. O Polakach z pogardą mówi: „Cała ich historia to burdy. Trzeba ich przeczekać. Pięć, dziesięć, góra dwadzieścia lat”.

Bajon – głównie poprzez Kurta von Kraussa, który po studiach został w Berlinie – śledzi narastanie faszyzmu, potem II wojnę światową – w filmie znalazły się też sceny masakry ludności w lasach piaśnickich.

Na Kaszubach wciąż mieszają się losy Polaków, Niemców i i tych, którzy uważają się za rdzennych Kaszubów, z ich przywódcą Bazylim Miotką na czele. Ta ostatnia postać wzorowana jest na autentycznym „królu Kaszubów” Antonim Abrahamie, propagatorze polskości Pomorza. Brał udział w konferencji w Wersalu, gdzie upominał się o przyłączenie Kaszub do Polski.

Autopromocja
Od 29.10 w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie"

Wszystko o zrównoważonym rozwoju i pozafinansowym raportowaniu spółek

Sprawdź szczegóły

Bajon pokazuje skomplikowane relacje ich łączące. Podobnie jak w „Magnacie” tworzy wielką sagę, opowiadając o świecie, który przeminął. I ta delikatna mgiełka nostalgii też się nad „Kamerdynerem” unosi.

Świetne role tworzą Anna Radwan, Adam Woronowicz, Janusz Gajos, Borys Szyc, Marianna Zydek, Sebastian Fabijański. Grają też w filmie krajobrazy, scenografia, zdjęcia Łukasza Gutta. Niedosyt? Też po obejrzeniu „Kamerdynera” zostaje, bo pewne wątki wymagają więcej ekranowego czasu. Dlatego warto czekać na serial.