Czytaj więcej
24 lutego 2022 roku rozpoczęła się pełnowymiarowa inwazja Rosji na Ukrainę. Wicepremier Ukrainy apeluje, by wszyscy cywile, którzy przebywają jeszc...
Tuż przed rozpoczęciem festiwalu pojawiła się plotka, że w Berlinie osobiście zjawi się Wołodymyr Zełeński. Natychmiast ją zdementowano. Ale podobnie jak na imprezach w Cannes i w Wenecji, prezydent Ukrainy wygłosił do uczestników przemówienie za pośrednictwem wideołącza. Bo wie, że nie wolno milczeć. Chce, żeby świat pamiętał, że w jego kraju trwa wojna, że ludzie codziennie tam giną i przeżywają ogromne tragedie.
Zełeński wezwał twórców i przedstawicieli kultury, aby „nie milczeli”, ponieważ minie już niedługo rok od chwili, gdy nastąpiła rosyjska inwazja na jego kraj. Mówił też o tym, jak wielkie znaczenie ma w czasach politycznych zawirowań kultura, która „musi opowiedzieć się przeciwko złu”. - Jeśli milczy pozostaje po jego stronie - przekonywał.
Swoim zwyczajem Zełenski odwołał się do historii i sztuki kraju, w którym się wirtualnie znajduje. Przywołał z pamięci „Niebo nad Berlinem” Wima Wendersa z 1987 r., mówiąc, że „podzielone miasto zostało zjednoczone przez anioły swobodnie przelatujące nad murami dwa lata przed obaleniem muru”. I choć kiedyś Berlin miał „mur i pustkę”, dzisiaj życie w nim kwitnie. Potsdamer Platz, który wyznaczał „podział na wolny świat i totalitaryzm”, teraz jest miejscem wielkiego międzynarodowego festiwalu.
Wołodymyr Zełeński mówił też o tym, że nie chodzi już tylko o granice państw na mapie. Mur dzieli ludzi o różnych światopoglądach. - Dzisiaj Rosja chce chce pozbawić Ukrainę własnego wyboru i własnej przyszłości. Zbudować mur między nami a Europą, między wolnością a niewolnictwem - podkreślał.
Dzisiaj Rosja chce chce pozbawić Ukrainę własnego wyboru i własnej przyszłości
Wystąpienie Wołodymyra Zełenskiego zapowiedział Sean Penn, który razem z Aaronem Kaufmanem nakręcił dokument o nim i o wojnie w Ukrainie, „Superpower!”. Prezydent Ukrainy został uhonorowany w Berlinale Palast owacją na stojąco . Bili mu brawo jurorzy z Kristen Stewart na czele, a także Anne Hathaway, Peter Dinklage. Na ceremonii otwarcia zjawili się niemieccy politycy. Byli m.in. burmistrz Berlina Franziska Giffey i komisarz ds. kultury Claudia Roth, która w swoim wystąpieniu wyraziła też solidarność Niemiec z kobietami w Iranie i Afganistanie.
Czytaj więcej
Amerykański film „She Came to Me” Rebekki Miller z Joanną Kulig w obsadzie to coś więcej niż tylko standardowa komedia romantyczna.
- Stoimy obok was razem z wszystkimi ludźmi, którzy wspierają was w waszej walce o wolność i wolność – powiedziała. – Jesteśmy z kobietami, które nie godzą się na egzystencję kontrolowaną i regulowaną „przez politykę moralności”, lecz chcą odzyskać swoje życie – swoją wolność i prawo do samostanowienia - dodała.
A że Berlinale zawsze było najbardziej politycznym z wszystkich festiwali, także i w tym roku, przed ceremonią jego otwarcia, przy czerwonym dywanie, pojawili się członkowie studenckiej grupy aktywistów klimatycznych The Last Generation. Oni też przypomnieli, że świat kultury nie może odwracać się od problemów świata.