„Moja miłość", reż. Maiwenn

Best Film

Maiwenn, która w swoim poprzednim filmie „Polisse" pokazała ostre życie francuskiej policji, teraz proponuje opowieść o miłości trudnej i nierzadko bolesnej. Historię pary paryżan z klasy średniej, którzy nie potrafią żyć bez siebie, ale też nie umieją żyć ze sobą.

Tony jest czterdziestoletnią „kobietą po przejściach" — niezależną, świetnie dającą sobie radę w życiu zawodowym, a przecież jednocześnie niepewną, samotną, poranioną przez jakieś dawne, nieudane związki. Giorgio to zaś atrakcyjny, zamożny restaurator, obracający się w świecie mody, bon-vivant i niebieski ptakiem, nieustannie zmieniającym piękne dziewczyny. Ona i on spotykają się w nocnym klubie. Zakochują się w sobie, biorą ślub. Love story z happy-endem? Niezupełnie. To wszystko, co na początku ich w sobie fascynowało, po jakimś czasie staje się przeszkodą nie do pokonania.

Bohaterowie tej ciągnącej się przez dekadę love-story są już bardzo dojrzałymi ludźmi. Ukształtowanymi, świadomymi, co im się w życiu przytrafia. Miłość, seks, kłótnie, samotność , mijanie się ludzi Maiwenn pokazuje z bardzo bliska, a jednocześnie z pewną dozą humoru. Atutem filmu są też wykonawcy głównych ról – Emmanuelle Bercot i świetny Vincent Cassel.

„Creed. Narodziny legendy", reż. Ryan Coogler

Wyd. Galapagos

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

W „Creed: Narodziny legendy" po raz siódmy pojawia się na ekranie Rocky Balboa. Tym razem jednak Sylvesetr Stallone nie wciela sie znów w pięściarza, który usiłuje odbić się od dna. Gra dawną sławę, do której zgłasza się młody człowiek, syn dawnego rywala, a potem przyjaciela, którego śmierć Rocky pomścił. Ciemnoskóry Adonis namawia swojego białego „wujka", by go trenował i doprowadził do mistrzostwa.

Pierwszy film, zatytułowany „Rocky" - opowieść o pokonywaniu barier i przełamywaniu własnych słabości – wszedł na ekrany w 1976 roku. Potem było kolejnych pięć części. W „Creed. Narodzinach legendy" - pierwszym filmie o tym pięściarzu, do którego Sylvester Stallone nie napisał sam scenariusza, kreowany przez niego Rocky Balboa nie jest już głównym bohaterem. Jak mówi tytuł, rodzi się tu nowa legenda boksu. Być może doczekamy się zatem kolejnych filmów, już o Adonisie Johnsonie.