- Jurku musisz biegać, mówił do mnie Andrzej Wajda. Bo jak się zatrzymasz to zaczniesz myśleć - wspominał kulisy pracy na planie Jerzy Stuhr. - A ja mu kazałem biegać w kożuchu - dodał Falk. Rady kolegów się przydały. Stuhr zagrał Lutka Danielaka po mistrzowsku. Ta rola przyniosła mu sławę, choć jak żartował dostawał po niej głównie propozycje prowadzenia zabaw.

- Nawet 10 lat temu przyszedł do mnie ojciec jednej z uczennic i zaproponował, żebym poprowadził studniówkę - mówił. Przypomnijmy, aktor zagrał w "Wodzireju" konferansjera. Akcja filmu toczy się na prowincji, ponieważ cenzura nie zezwoliła, by opowiadał o Warszawie.

Lutek Danielak robi wszystko by móc poprowadzić prestiżowy bal - szuka haków na swoich konkurentów, donosi, niszczy swoje życie prywatne i przyjaźń. Rozmowy z kolegami z "rozrywki" zaczyna często od "szczerze mówiąc", po czym kłamie i oczernia rywali.

Danielak żyje w wiecznym pośpiechu, widz biega za nim po korytarzach peerelowskich lokali, zagląda na wyłożone boazerią sale, na zaplecze, do garderoby, odwiedza mieszkania jego przyjaciół. Nie ma już takich ulic, witryn sklepowych, hoteli i biur. Film przypomina jak wyglądało życie w latach 70-tych, ale choć jest dokumentacją epoki, to jego przesłanie jest uniwersale - nie warto robić wszystkiego dla kariery.

W jednej ze scen Stuhr mówi do siebie: Trzeba w pysk dać, a ja się uśmiecham, bo ten ktoś się uśmiecha. Po czym pędzi dalej, goni i pracuje jak nie jeden kapitalista. Nie marnuje nawet minuty. Już w przedpokoju włącza kasety z kursem angielskiego.

Czym się różni od współczesnych bohaterów? Może dzisiaj rzadziej pozwalamy sobie na stwierdzenie "co się pan przejmuje, pan płaci?", ale schematy kariery w show-biznesie są podobne - nie można spocząć, trzeba ciągle być na fali i co najważniejsze - znać odpowiednie osoby.