Reklama
Rozwiń
Reklama

Bzdurne prawo też jest prawem

Funkcjonariusz państwowy to nie Janusz Palikot. On nie jest od kombinowania, lecz od przestrzegania przepisów

Publikacja: 11.02.2009 17:05

Na mądre słonie poluje się w ten sposób, że przy ich ulubionej drodze do wodopoju umieszcza się napis: dwa razy dwa jest pięć, oraz poziomo zawieszoną piłę. Mądry słoń, widząc elementarny błąd rachunkowy, zaczyna kręcić głową. I wtedy już jest nasz.

A jak poluje się na głupich urzędników? Bardzo prosto. Piłę zawieszamy tak samo, a potem ustanawiamy głupie prawo. Głupi urzędnik zaczyna wtedy myśleć, że jest bardzo mądry i – kręcąc głową – kombinuje, jak prawa nie stosować.

I wtedy już powinien być nasz, czyli dożywotnio wykluczony z korpusu funkcjonariuszy. Bo funkcjonariusz państwowy to nie Janusz Palikot. On nie jest od kombinowania, lecz od przestrzegania prawa. Wiem oczywiście, że za Franza Josepha dawano order tym urzędnikom, którzy doprowadzali do zmiany złego prawa. Owo „doprowadzanie” musi jednak polegać na wykazywaniu, przekazywaniu, monitowaniu itd. Nigdy natomiast nie może być wzywaniem do nieprzestrzegania prawa bądź informowaniem, że prawo nie będzie stosowane.

Wydawałoby się to oczywiste. Tymczasem czytam oficjalne oświadczenie Państwowej Inspekcji Pracy, że nie będzie egzekwować ustawy wymagającej, aby każda (także jednoosobowa) firma wyznaczyła pracowników odpowiedzialnych za ochronę przeciwpożarową. I nie jest to przypadek, bo całkiem niedawno ta sama Państwowa Inspekcja Pracy wydała oświadczenie, że nie będzie kontrolować, czy firmy handlowo-usługowe pracują w dni świąteczne.

Obie ustawy są oczywistym nonsensem i powinny być jak najszybciej zmienione.

Reklama
Reklama

Na razie są jednak prawem i żaden urzędnik nie może tego zmienić. Zwłaszcza że jego wypowiedź może spowodować poważne skutki prawne. Pracownik, który nie lubi swojego szefa, może oskarżyć go w sądzie pracy, że zmuszał go do pracy w święto.

I co wtedy? Kto będzie płacił odszkodowanie? Pracodawca, który powoła się na stanowisko PIP, czy nasza dzielna inspekcja? Podobnie, a kto będzie odpowiadał, jeśli spłonie kurnik, w którym mieściła się firma, a śledztwo wykaże, że – wbrew obowiązującym przepisom – w „przedsiębiorstwie” nie było pracownika przeszkolonego w zakresie bezpieczeństwa i ochrony przeciwpożarowej.

Idiotycznych przepisów jest zresztą sporo. Większość z nich Inspekcja Pracy znosi ze stoickim spokojem, a na niektórych – np. na obowiązkowych szkoleniach BHP, podczas których pani Jasia z księgowości dowiaduje się, ile kilogramów może nosić kobieta w ciąży – nawet sporo zarabia.

I wtedy jej to nie przeszkadza. Chętnie bowiem powołuje się na starą maksymę, że „dura lex…”. I jakoś nie widzi, że owego „duralexu” trochę u nas za dużo.

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama