Co robisz? – zapytałem brata, który wyrwał mnie ze snu, gdy mknęliśmy austriacką autostradą. Konrad rękawem z zapamiętaniem wycierał klamki samochodu. – Cicho bądź i pomóż mi – odpowiedział, a ja bez namysłu zacząłem wycierać drzwi od swojej strony. – Co robimy? – byłem ciekaw. – Wycieramy nasze odciski palców – usłyszałem. – Dlaczego? – Bo oni szmuglują narkotyki, a ja nie chcę skończyć w austriackim więzieniu. – Zwariowałeś! – Cicho siedź i słuchaj – Konrad popatrzył na kierowcę i siedzącą obok niego dziewczynę. Drugi kierowca i zarazem właściciel pojazdu spał w przyczepie ze swoim psem. – Właśnie mijamy Wiedeń. Powiemy, że mamy tutaj ciocię i wysiądziemy – zakomenderował szeptem Konrad.
[srodtytul]Granaty pod nogami[/srodtytul]
Jest taki bar za Nadarzynem pod Warszawą, którego parking idealnie nadaje się na łapanie okazji. Na dotarcie do Watykanu mieliśmy dwa dni. Powinno wystarczyć. Konrad machał do pędzących aut dyktą z napisem VATICANO. Ja stałem z napisem ROMA. Jak na zawołanie zatrzymał się samochód dostawczy z przyczepą. Konrad pobiegł pierwszy. – Oni jadą do Kolonii – krzyknął. – Dobra. Jedziemy – zadecydowałem, zakładając, że trzeba ruszyć z miejsca, a potem pomyśleć co dalej. Dosiedliśmy się do siedzącego z tyłu Zbyszka, który jechał jako kierowca zmiennik. Prowadził Adam, właściciel pojazdu, a obok siedziała Andżelika. Była też suczka pitbulla z cieczką, co, jak się później okazało, było dosyć istotne. Chwila rozmowy i już wiedzieliśmy, że jadą do Bolonii, a nie Kolonii. Jechali, by handlować militariami. Blondynka do obsługi stoiska.
Do Bolonii! Wspaniała wiadomość. Stamtąd przecież do Rzymu niedaleko. Mamy szczęście. Rozejrzałem się po wnętrzu. Nic szczególnego. No, może tylko tyle, że pod nogami mam hełmofon nurka z drugiej wojny światowej, z drugiej strony rozbrojone granaty, jakaś amunicja, gdzieś walający się stary niemiecki pistolet. A dookoła mnóstwo prasy matrymonialnej z anonsami erotycznymi.
[srodtytul]Dziwny postój[/srodtytul]