– Składanie pospiesznych obietnic oznaczałoby tylko zmniejszenie presji na Grecję – mówił wczoraj niemiecki minister spraw zagranicznych Guido Westerwelle.
Dzień wcześniej minister finansów Wolfgang Schauble w wywiadzie dla niedzielnego wydania dziennika "Bildt" oświadczył, że odpowiedź na grecką prośbę "może być zarówno pozytywna, jak i negatywna". To reakcja na słowa greckiego premiera, który w ostatni piątek wystąpił do Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego o uruchomienie pomocy finansowej.
Rząd w Berlinie na niespełna dwa tygodnie przed wyborami lokalnymi stawia Atenom warunki, zanim zdecyduje się przekazać 8,4 mld euro pożyczki, do której tak niechętnie odnosi się niemiecki podatnik. Co prawda strefa euro, czyli ministrowie finansów 16 państw posługujących się wspólną walutą, już 11 kwietnia uzgodniła zasady udzielenia pożyczki ratunkowej wynoszącej łącznie 30 mld euro. Ale do ostatecznego uruchomienia pieniędzy potrzebna jest ocena ekspertów Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego, którzy są teraz z misją w Atenach.
Muszą oni stwierdzić, że doszło do ostateczności i Grecja nie jest już w stanie zdobyć pieniędzy na rynku. Czy spadek zaufania inwestorów i wczorajszy rekord rentowności, windujący greckie obligacje 10-letnie aż do poziomu powyżej 9 proc. wystarczy, na razie nie wiadomo. Berlin, a także Paryż chcą mieć pewność, że rząd grecki będzie wprowadzał reformy budżetowe w tym roku i przynajmniej w dwóch kolejnych latach. I na taką obietnicę Aten czekają.
– Nie ma żadnego ostatecznego terminu zakończenia oceny. Ale wszystko jest koordynowane – zapewniał wczoraj rzecznik Komisji Europejskiej Amadeo Altafaj Tardio. Znane są tylko dwie ważne daty. 9 maja odbywają się w Niemczech wybory lokalne. A 19 maja upływa termin wykupu przez rząd grecki obligacji wartych 8,5 mld euro.