Reklama
Rozwiń
Reklama

Kryzys wcale jeszcze nie minął

Czy w Polsce mieliśmy do czynienia z kryzysem? Cóż, zdania są podzielone.

Publikacja: 11.11.2010 23:43

Kryzys wcale jeszcze nie minął

Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski

Część ekonomistów twierdzi, że żadnego kryzysu u nas nie było – bo przecież nie było najbardziej typowych jego przejawów, a więc spadającej produkcji, gwałtownie rosnącego bezrobocia, masowo bankrutujących firm. Inna grupa mówi, że owszem, kryzys był, ale minął, zanim w ogóle zdążyliśmy go zauważyć.

No bo rzeczywiście, półtora roku temu wszystko razem wcale nie wyglądało wesoło. W pierwszych miesiącach roku 2009 gwałtownie spadły polski eksport i produkcja przemysłowa, załamały się inwestycje firm. Na to nałożyło się drastyczne osłabienie złotego, kłopoty kredytobiorców, pogłoski o masowej ruinie polskich firm z powodu spekulacji opcjami walutowymi.

Ale na szczęście, zanim zdarzyło się coś naprawdę złego, rzeczy wróciły do normy. Bankom nic się nie stało, słaby złoty pomógł przemysłowi pokonać gwałtowną, ale krótkotrwałą recesję, bezrobocie wyhamowało, inwestycje infrastrukturalne finansowane głównie z funduszy unijnych zastąpiły niskie inwestycje firm. No to może rzeczywiście kryzys minął nas bokiem i ostaliśmy się jako cudowna zielona wyspa na morzu globalnego kryzysu?

Niestety, należę do trzeciej grupy ekonomistów, która twierdzi, że nie tylko kryzys mieliśmy – ale, co gorsza, nadal po uszy w nim tkwimy. I niech nas nie zwiodą ani przyzwoite wyniki wzrostu PKB, ani umacniający się znów złoty!

Przede wszystkim trzeba sobie powiedzieć jasno – kryzys nie polega ani na spadku produkcji, ani na wzroście bezrobocia, ani na bessie na giełdzie. Kryzysu w ogóle nie da się zdefiniować w kategoriach ściśle ekonomicznych, bo kryzys jest raczej zjawiskiem ze sfery psychologii.

Reklama
Reklama

Mówiąc najkrócej, polega na gwałtownym załamaniu zaufania. Kryzys jest wtedy, kiedy wszyscy uważają, że jest. Firmy nie wierzą za bardzo w perspektywy rozwoju rynku – więc nie inwestują. Ludzie nie wierzą we wzrost swoich dochodów – więc nie kupują na kredyt auta ani telewizora. Banki nie wierzą w wypłacalność firm, więc niechętnie udzielają im kredytu. I mało kto wierzy w to, że rząd będzie sobie umiał dobrze poradzić z kłopotami.

Tak zdefiniowany kryzys oczywiście w Polsce mieliśmy – i nadal mamy. Bo mamy go w dalszym ciągu na całym świecie – od USA – gdzie ludzie wciąż nie są pewni, czy zdołają utrzymać domy, przez Francję, gdzie ludzie nie wiedzą, czy utrzymają przywileje emerytalne, przez Rosję, która nie wie, czy utrzymają się wysokie ceny ropy i gazu, aż po – tak jest! – Chiny, które mimo szybkiego wzrostu nie są wcale pewne, czy uda im się utrzymać wysoką dynamikę rozwoju.

Nigdzie na świecie nie udało się jak dotąd odbudować zaufania, wszędzie firmy wstrzymują się z inwestycjami, a rządy z niepokojem patrzą na rosnące zadłużenie. Nie pomogły zaklęcia Baracka Obamy, nie pomogło wpompowane do głównych gospodarek świata kilka bilionów dolarów. Houston, mamy problem!

[i]Autor jest profesorem, głównym ekonomistą PricewaterhouseCoopers[/i]

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama