Tak właśnie miało funkcjonować owo bezpieczeństwo w różnorodności, które miało nam i naszym dzieciom zapewnić bezpieczną starość. Niestety, wyszło jak zawsze. Pieniądze z prywatyzacji roztrwoniono, Fundusz Rezerwy Demograficznej już został wykorzystany, a poza reformą emerytur pomostowych w naszym systemie emerytalnym nie zmieniono nic.
Także II filar do końca nie spełnił pokładane w nim oczekiwania. PTE nie konkurowały ze sobą, prowadziły dość zachowawczą politykę inwestycyjną, lokując kapitał głównie w papierach dłużnych Skarbu Państwa, pobierając przy tym zbyt duże opłaty. Musiały się borykać z kryzysem na rynkach finansowych. To wszystko spowodowało, że już od dłuższego czasu nad drugim filarem zawisły czarne chmury, a PTE stały się obiektem mniej lub bardziej niewybrednych ataków.
[srodtytul]Obrona drugiej nogi[/srodtytul]
Jednak nawet te jak najbardziej słuszne zarzuty nie przekonują mnie do tego, aby zlikwidować czy też zmarginalizować drugą nogę systemu emerytalnego. Z całą pewnością należy natomiast poprawić jej efektywność, m.in. pobudzić konkurencję, rozluźnić limity inwestycyjne, zmniejszyć prowizje oraz opłaty za zarządzanie, stworzyć subfundusze, które zmaksymalizują stopę zwrotu, dopasowując model oszczędzania do wieku ubezpieczonego.
Te właśnie rozwiązania zaproponowano w ubiegłym roku w rzuconej w kąt ustawie o organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych autorstwa ministra Michała Boniego, które w pełni poparliśmy. Gdy pan minister przedstawiał w listopadzie partnerom społecznym ów projekt na Komisji Trójstronnej, usłyszeliśmy kilka bardzo ważkich argumentów przekonujących, że zmiany te będą dla emerytów opłacalne: „W okresach dobrej koniunktury emerytura z 1 pkt procentowego składki przekazywanej do OFE może być nawet o połowę wyższa od emerytury z FUS”. „Stopa zwrotu funduszy emerytalnych, gdzie liczy się długość oszczędzania, po 26 latach jest niewątpliwie wyższa, mocniejsza, silniejsza w funduszach emerytalnych”.
Zapadły mi też bardzo w pamięć słowa pana ministra, który mówił, że decyzja o odejściu od tej reformy spowoduje, iż uczynimy przyszłe pokolenia „nieszczęśliwymi”. Trzeba będzie bowiem przy zmniejszonej liczbie pracujących i rosnącej liczbie emerytów doprowadzić do zwiększenia składek, a co za tym idzie – podnieść koszty pracy. Pozwoliłem sobie przytoczyć te wypowiedzi, bo od miesiąca przeżywam duży dysonans poznawczy. Całkiem niedawno, gdy rząd przedstawił decyzję o zmniejszeniu składki do OFE o 5 pkt proc. i oddaniu tych pieniędzy pod kuratelę ZUS, usłyszałem bowiem coś zgoła odmiennego. Nowe rozwiązanie ma się okazać opłacalne nie tylko dla budżetu państwa, ale i dla przyszłych oraz obecnych emerytów.