Wtorkowa sesja na naszym rynku walutowym, podobnie zresztą jak i poniedziałkowa, nie była zbyt emocjonująca. Aktywności inwestorów nie sprzyjał pusty kalendarz danych makroekonomicznych, a zeszłotygodniowa obniżka stóp procentowych o 50 pkt bazowych została już dawno uwzględniona w wycenie naszego pieniądza. Bodźców do aktywniejszego handlu brakowało zresztą również i inwestorom na rynkach globalnych. Dlatego kurs pary EUR/USD wczoraj się nie zmienił i wynosił 1,3. Złoty zupełnie nie zareagował też na wyprzedaż węgierskiego forinta, choć jeszcze niedawno obie waluty dość wiernie kopiowały swoje ruchy. Wczoraj za dolara płacono nad Dunajem już 235 forintów, najwięcej od lipca ub.r.
Na starcie wtorkowej sesji za euro w Warszawie trzeba było zapłacić 4,14 zł. W ciągu dnia cena wzrosła do 4,15 zł, ale wieczorem wróciła do punktu wyjścia. Frank poruszał się w przedziale 3,35–3,37. Zamknął dzień przy dolnej granicy, czyli podrożał o 0,2 proc. Dolar wahał się pomiędzy 3,17 a 3,18 zł.
Na rynku międzybankowym inwestorzy chętnie kupowali wczoraj polskie papiery dłużne. Rentowność dziesięciolatek spadła do 3,96 proc., pięciolatek do 3,5 proc., a dwulatek do 3,28 proc.