Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo poinformowało, że może być zmuszone do ograniczenia bądź całkowitego zaprzestania transportu surowca do części krajowych odbiorców. Zarząd liczy jednak, że do realizacji takiego scenariusza nie dojdzie. W tym celu prowadzone są rozmowy m.in. z rosyjskim Gazpromem dotyczące podpisania aneksu do kontraktu jamalskiego. Co jeśli negocjacje nie przyniosą skutku? - Na pewno nie zmniejszymy dostaw dla klientów indywidualnych, służby zdrowia i lokalnych ciepłowni. Może za to zabraknąć gazu dla odbiorców przemysłowych - mówi Michał Szubski prezes PGNiG.

Polska rocznie zużywa 14 mld m sześc. błękitnego paliwa. Przewidywany deficyt na ten rok to 1,5 mld m sześc. Jeśli nie dojdziemy do porozumienia z Rosjanami, w przyszłym roku braki mogą być jeszcze większe. Ograniczanie dostaw może mieć miejsce już na początku października. Aby sprostać nawet zmniejszonemu zapotrzebowaniu PGNiG będzie musiał uruchomić dostawy z podziemnych magazynów. Konieczne będzie też uruchomianie zapasów obowiązkowych, którymi dysponuje minister gospodarki.