Korespondencja z Brukseli
Pierwszą pełną koncepcję, jak to zrobić, przedstawił brukselski think tank Bruegel. Propozycja tzw. niebieskich euroobligacji zakładała uwspólnotowienie długu, ale do poziomu 60 proc. PKB, czyli maksimum wyznaczonego paktem stabilizacji i wzrostu. Nie był to pomysł na walkę z bieżącym kryzysem, ale na zniechęcanie krajów do zaciągania nadmiernych zobowiązań w przyszłości. Bo powyżej 60 proc. PKB obligacje miałyby kolor czerwony i byłyby wyżej oprocentowane.
Wzajemne przejęcie zobowiązań powyżej 60 proc. PKB to alternatywa dla niebieskich obligacji. Tę koncepcję przedstawiła Niemiecka Rada Ekspertów Gospodarczych świadoma, że dla Berlina pomysł euroobligacji niebieskich jest nie do przyjęcia. Wspólne papiery miałyby pomóc krajom nadmiernie zadłużonym finansować się na rynku po niższej cenie i wyjść z obecnego kryzysu.
60 proc. PKB może wynosić dług publiczny państw strefy euro. W Grecji jest to już 160 proc. PKB
Przeciwnikiem euroobligacji jest Daniel Gros, dyrektor Centre for European Policy Studies w Brukseli. Ekonomista argumentuje, że solidarne pokrywanie długów wymaga pełnej unii politycznej. Skoro podatnicy jednego kraju mają gwarantować zobowiązania w innym, to muszą mieć wpływ na podejmowane tam decyzje. Tak w Unii nie jest i długo nie będzie.