Od poniedziałku do pracy powróci ok. 400 tys. pracowników amerykańskiego Departamentu Obrony. Zostali odwołani z przymusowych urlopów, co jednak nie oznacza, że kryzys budżetowy został zażegnany. Paraliż administracji trwa nadal i nawet gdy Departament Obrony będzie działał w pełnym składzie, to na urlopach będzie nadal 400 tys. pozostałych urzędników federalnych.
Prezydent Obama jest nieugięty i nie zamierza prowadzić negocjacji z liderami Partii Republikańskiej na temat zmian dotyczących reformy systemu ubezpieczeń społecznych znanych pod nazwą Obamacare, będącej prawdziwą kością niezgody.
- Nie zapłacę okupu po to, aby administracja mogła powrócić do pracy, a już na pewno nie w zamian za podniesienie pułapu zadłużenia państwa – zapewnił, podnosząc jeszcze poprzeczkę w sobotnim wystąpieniu do narodu. Nieco wcześniej odrzucił wszelkie oferty negocjacji, w chwili „gdy do głowy amerykańskiego narodu przyłożony został pistolet".
Nie o budżet chodzi
Takie słowa są niejako gwarancją kontynuacji kryzysu budżetowego, który w miarę upływu czasu wiąże się coraz bardziej z debatą w Kongresie na temat podwyższenia poziomu dopuszczalnego zadłużenia USA. Dług osiągnie ten poziom, 16,7 bln dolarów, 17 października i jeżeli ustawowy limit nie zostanie podwyższony, USA nie będą w stanie regulować swych należności z wynikających z obsługi długu na rynkach międzynarodowych.
– Obama jest nieprzejednany, licząc, że na całym zamieszaniu straci Partia Republikańska w przyszłorocznych wyborach częściowych – tłumaczy „Rz" Guy Sorman, francuski politolog z Manhattan Institute. Republikanie nie spodziewali się takiego oporu i nie bardzo wiedzą, jak obecnie zareagować. Wszystkie ich kompromisowe propozycje dotyczące ustępstw prezydenta w sprawie Affordable Care Act, czyli reformy ubezpieczeń społecznych (potocznie Obamacare) napotykają na mur odmowy gospodarza Białego Domu. Przeciwnicy uchwalonej w 2010 roku większością Partii Demokratycznej rewolucyjnej jak na warunki amerykańskie ustawy są przekonani, że w najbliższych dziesięciu latach jej działania obciąży ona budżet o kolejny bilion dolarów. Stąd powiązanie reformy z przyszłorocznym budżetem państwa, którego republikańska większość w Izbie Reprezentantów nie chce poddać pod głosowanie bez koncesji Białego Domu w sprawie reformy Obamacare.