- Mając na uwadze krytykę tego słynnego algorytmu, czyli wzoru podziału dotacji dydaktycznej, chcemy wprowadzić kilka zmian. Pierwszą i najważniejszą z nich jest wprowadzenie czynników projakościowych, co ma na celu podniesienie poziomu nauczania. Kolejną kwestią jest zmniejszenie tzw. stałej przeniesienia. Obecnie wynosi ona 65 proc. z roku poprzedniego, a zgodnie z naszą propozycją ma być 50 proc. To ma zmusić uczelnie do tego, by wprowadzały zmiany i na nowo redefiniowały drogi rozwoju. W obecnym układzie jest tak, że władze uczelni przez lata dziedziczą decyzje swoich poprzedników, które nie zawsze są najlepsze. W efekcie nasz dzisiejszy system jest bardzo skostniały – wyjaśniała.
Idea jaka stoi za proponowanymi zmianami jest bardzo szczytna i można ją opisać w dwóch słowach: wyższa jakość. Pozostaje tylko pytanie, co rozumiemy przez jakość? Jak będziemy ją mierzyć?
- Zdefiniowaliśmy jakość w sposób, jaki jest często wykorzystywany na świecie. Jakość to stosunek liczby studentów do wykładowców. To dość oczywiste, że proces kształcenia powinien wiązać się z dostępnością do kadry akademickiej i dlatego wprowadzimy specjalny wskaźnik, którym będziemy to mierzyć. Będzie to proporcja studentów i doktorantów do wykładowców – wyjaśniała.
Jaki wynik możemy uznać za optymalny, by z jednej strony zapewnić studentom powszechny i łatwy dostęp do kadry, a z drugiej nie zbankrutować na pensje dla kadry?
- Ten wskaźnik będzie się kształtował w określonym przedziale referencyjnym. Ten przedział, na poziomie między 11-13 studentów, szacowaliśmy wzorując się na najlepszych uczelnia świata, gdzie jakość kształcenia jest najwyższa – wyjaśniała.
- Będziemy premiować uczelnie, które będą dążyć do tej optymalnej liczby w grupach studenckich – wskazywała.