Z tego artykułu dowiesz się:
- Na czym opiera się irańska strategia „gry na przeczekanie” i jakie warunki stawia Teheran w negocjacjach.
- Jakie znaczenie dla światowej gospodarki ma cieśnina Ormuz i dlaczego jej odblokowanie jest priorytetem dla USA.
- W jaki sposób porozumienie nuklearne z 2015 roku (JCPOA) wpływa na kształt obecnych rozmów pokojowych.
- Jaką rolę w regionalnej układance sił odgrywa Liban i dlaczego los Hezbollahu jest kluczowym warunkiem Iranu.
Iran ma dość jasny obraz tego, jak zakończą się negocjacje z USA. Rzecznik MSZ zaprezentował w mediach społecznościowych skalny relief z jednego z miejsc archeologicznych przedstawiający władcę Persji Szapura I, przed którym kłania się rzymski cesarz Marcus Julius Philippus znany jako Filip I Arab po klęsce wojsk rzymskich na terenie Persji. Za pokój z Szapurem I cesarz zapłacił w III w. n.e. ogromny okup oraz poczynił koncesje terytorialne, co umożliwiło mu powrót do Rzymu. Teheran daje w ten sposób do zrozumienia, że także Donald Trump zostanie zmuszony do przyjęcia irańskich warunków w toczących się negocjacjach irańsko-amerykańskich.
Dlaczego Iran już odniósł zwycięstwo w wojnie z USA i Izraelem
Jest w tym sporo prawdy. Rzecz w tym, że Iran głosi nie bez racji, że już odniósł zwycięstwo i uniemożliwił USA i Izraelowi zarówno zmianę władz w Teheranie, jak i wymuszenie kapitulacji kraju. W dodatku Iran zachował zdolności obronne i jest w stanie blokować cieśninę Ormuz, która ma potężne polityczne i gospodarcze znaczenie dla całego świata. Doszło do sytuacji patowej, w której zarówno USA jak i Iranowi zależy na zawarciu ramowego porozumienia kończącego obecny etap wojny. Teheran ograniczył nawet militarną odpowiedź na niedawny amerykański atak na irańskie instalacje rakietowe na południu kraju oraz irańskie lokowanie min w Zatoce Perskiej.
– Bardzo chcą zawrzeć umowę – powiedział Trump po środowym posiedzeniu gabinetu dodając, że negocjacje nie spełniły jego oczekiwań. Oskarżył przy tym Iran o opóźnianie porozumienia pokojowego, aby „przeczekać” do wyborów uzupełniających w USA jesienią tego r..
Mimo to negocjacje trwają nadal i, jak twierdzi sekretarz stanu Marco Rubio, potrzeba jeszcze kilku dni na dopracowanie wstępnego porozumienia.
Czytaj więcej
Amerykańska armia przeprowadziła atak na cel w Iranie, po raz drugi w tym tygodniu. Tym razem zaatakowana została naziemna stacja kontroli dronów z...
Równocześnie w amerykańskim Kongresie nawet grono republikańskich polityków zgłasza wątpliwości co do korzystnego rezultatu negocjacji dla USA. Sam Mike Pompeo, sekretarz stanu w czasie pierwszej kadencji Trumpa, porównał rysujący się kompromis negocjacyjny do porozumienia nuklearnego z Iranem z 2015 r. znanego pod akronimem JCPOA. Tego samego, który Donald Trump nazwał „najgorszą umową, jaką kiedykolwiek wynegocjowano”. Obecny prezydent USA wycofał się z niej w 2018 r., w czasie pierwszej kadencji w Białym Domu, co skłoniło Iran do wznowienia programu jądrowego.
– Będzie to dokładne przeciwieństwo katastrofy JCPOA wynegocjowanej przez nieudolną administrację Obamy, czego rezultatem jest otwarcie drogi dla Iranu dla uzyskania broni nuklearnej – zapewnia dziś Trump.
Wtedy chodziło zasadniczo o ograniczenie programu atomowego, na co Iran przystał w zamian za zwrot części zamrożonych w ramach sankcji funduszy.
Priorytetem dla Donalda Trumpa jest dziś cieśnina Ormuz
Dzisiaj rzeczy do rozwiązania jest znacznie więcej i, obok irańskiego programu atomowego, negocjacje dotyczą sprawy odblokowania cieśniny Ormuz, zamrożonych irańskich miliardów, wsparcia Teheranu dla tzw. osi oporu, w której kluczową rolę odgrywa libański Hezbollah, a także ograniczenia potencjału rakietowego państwa ajatollahów. Każda z tych spraw występuje w dodatku w ścisłym związku z pozostałymi.
Irańska blokada cieśniny Ormuz
– Nie ulega wątpliwości, że problem cieśniny jest dla Trumpa rzeczą priorytetową. Jest w tym pewna doza ironii, gdyż przed wojną cieśnina ta była przecież otwarta, a obecnie Iran stara się włączyć sprawę jej statusu do negocjacji – mówi ” Rz” Volker Perthes, szef niemieckiego rządowego think tanku Wissenschaft und Politik. Podziela opinię wielu ekspertów, iż sprawa irańskiego programu atomowego będzie przedmiotem dyskusji dopiero po uzgodnieniu wstępnego, ogólnego porozumienia. Jest jednak zdania, że nie będzie z tym większego problemu, gdyż istnieje gotowy wzór, jakim jest właśnie JCPOA.
Czytaj więcej
Ok. 30 dni ma zająć otwarcie cieśniny Ormuz po tym, jak USA i Iran zawrą porozumienie o zakończeniu rozpoczętej 28 lutego wojny - podaje japoński d...
Wtedy Iran przekazał zasoby wzbogaconego uranu Rosji, co zaakceptowały wszystkie strony. Trump żąda obecnie przekazania nagromadzonego w ostatnich latach zapasu wzbogaconego uranu USA lub zniszczenia go na miejscu pod nadzorem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA)). Jak na razie Iran nie chce o tym słyszeć.
– Spodziewać się należy, że obecne negocjacje nie doprowadzą do rozwiązania żadnego z wielkich problemów z wyjątkiem odblokowania cieśniny Ormuz i zakończą się podpisaniem porozumienia, które przywróci stan rzeczy sprzed amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran z końca lutego tego roku – tłumaczy Perthes.
Co z działaniami militarnymi Izraela w Libanie?
W zawieszeniu pozostaje także sprawa Libanu. Zdaniem amerykańskich mediów porozumienie USA z Iranem oznaczać może zakończenie wojny Izraela z Hezbollahem w Libanie. Ma to być jednym z irańskich warunków. – W ten sposób Teheran pragnie stworzyć wrażenie, iż jest protektorem Libanu w sytuacji, gdy Hezbollah działa na jego polecenie – mówi „Rz” z Bejrutu Nadim Shehadi, były ekspert londyńskiego Chatham House. Jego zdaniem Iran uczyni wszystko, aby utrzymać wsparcie dla swego najważniejszego sojusznika w regionie. Dla Izraela jest to sytuacja nie do przyjęcia i stąd zmasowane ataki na cele Hezbollahu w ostatnich dniach, mimo formalnego zawieszenia broni.
Czytaj więcej
Prezydent Stanów Zjednoczonych chciałby powiązać koniec wojny z Iranem z normalizacją stosunków między ważnymi państwami muzułmańskimi a Izraelem,...
Izraelski minister obrony Israel Katz twierdzi, że administracja Trumpa nalega jedynie, aby nie atakować Bejrutu. Izraelska armia ma więc w zasadzie wolną rękę w pozostałych regionach. Tym bardziej, że, jak pisze „Jerusalem Post”, nie ma na świecie tak dużego potępienia akcji w Libanie, jak działań armii izraelskiej w Gazie, gdyż liczba zabitych cywilów jest znacznie mniejsza. Tak, jak gdyby śmierć ponad 3 tys. osób i zniszczenie 10 tys. domów w Libanie nie miało znaczenia.
Izraelskie ataki na cele w Libanie w dniach 23-26 maja