UE przyjmie sankcje w związku z uznaniem przez Rosję niepodległości samozwańczych republik w Donbasie i decyzją Władimira Putina o wysłaniu do Donbasu rosyjskich jednostek wojskowych. 

Unia Europejska wielokrotnie podkreślała, że rosyjska gospodarka odczuje "potężne efekty" sankcji, jeśli Rosja najedzie Ukrainę.

- Musimy zagwarantować, że cokolwiek się stanie, Rosję to zaboli... aby być pewnym, że Rosja nie jest w żaden sposób zachęcana do tego, by posunąć się dalej - mówił irlandzki minister ds. europejskich Thomas Byrne.

- Popołudniu Rada (Europejska) podejmie decyzję ws. sankcji, które przyjmiemy - zapowiedział szef dyplomacji UE, Josep Borrell.

Sankcje nie powinny być symboliczne

Arnoldas Pranckevičius, wiceminister spraw zagranicznych Rosji

Reuters zaznacza, że niektóre państwa UE, takiej jak Austria, Węgry i Włochy, mające najlepsze relacje z Rosją spośród państw Unii Europejskiej, wolałyby, aby sankcje wobec Rosji były łagodniejsze.

Premier Włoch, Mario Draghi, którego kraj jest silnie uzależniony od importu gazu z Rosji, na konferencji w Rzymie mówił, że sankcje nie powinny obejmować importu surowców energetycznych.

Czytaj więcej

Rosja: Duma ratyfikowała traktaty o przyjaźni z republikami w Donbasie

Tymczasem litewski wiceminister spraw zagranicznych, Arnoldas Pranckevičius mówił, że to, jak zareaguje UE "zdecyduje o przyszłości Europy".

- Sankcje nie powinny być symboliczne. Jeśli chcemy odstraszyć prezydenta Putina od dalszych działań, jeśli chcemy powstrzymać wojnę, musimy zdecydować się na poważne kroki - dodał.

- Pytanie brzmi dziś, jak daleko (Rosja) się posunie - mówił minister spraw zagranicznych Irlandii, Simon Coveney, w rozmowie z RTE.