Od poniedziałku 25 maja ruszają zajęcia opiekuńcze w klasach I–III. Nauka będzie się jednak odbywała w ograniczonym zakresie, bo większość rodziców nie planuje posyłania dzieci do szkoły.

– W tym tygodniu we wszystkich 226 warszawskich podstawówkach przeprowadziliśmy ankietę wśród rodziców. Zapytaliśmy, czy poślą swoje dzieci 25 maja na zajęcia opiekuńczo-wychowawcze z elementami zajęć dydaktycznych – informuje Renata Kaznowska, wiceprezydent Warszawy. Okazało się, że 25 maja do szkół podstawowych ma wrócić 4892 uczniów na 45 tys. uczniów. To 10,74 proc.

Podobnie jest w innych miastach. – Na razie rodzice zaledwie 12 proc. uczniów (2 081 z 17 206) wyrazili zainteresowanie powrotem ich dzieci do szkół – informuje Kamil Popiela z krakowskiego magistratu.

– Do najmłodszych klas w szkołach prowadzonych przez częstochowski samorząd uczęszcza 4990 dzieci. Rodzice tylko 423 zadeklarowali chęć wysłania dzieci do szkół – mówi Włodzimierz Tutaj, rzecznik prasowy UM Częstochowy.

– Według wstępnych deklaracji rodziców w poniedziałek z zajęć opiekuńczo-wychowawczych skorzysta prawie 1100 dzieci – mówi Monika Głazik z biura prasowego Urzędu Miasta Lublina.

Nie wiadomo jednak, czy wszystkie zapisane dzieci rzeczywiście pojawią się w szkołach. Na przykład, kiedy ruszały przedszkola, w Warszawie miało się w nich pojawić 27 proc. przedszkolaków. Ostatecznie do placówki przyszedł zaledwie co dziesiąty maluch.

Teraz może być podobnie. – Zapisałam syna tylko na zajęcia dydaktyczne. Jest mi trudno łączyć pracę zdalną z lekcjami online i miałam nadzieję, że w szkole odrobi lekcje. Okazało się, że nauka to zaledwie 1,5 godziny. Więcej kłopotów z dowożeniem go do placówki niż to warte – mówi matka ucznia z jednej z podwarszawskich miejscowości.

Ograniczony zakres nauki to efekt tego, że ruszające zajęcia w szkołach mają przede wszystkim wspomóc pracujących zawodowo rodziców młodszych uczniów. Lekcje jednak w dalszym ciągu będą odbywać się online. Jak informuje Ministerstwo Edukacji Narodowej, zasady sprawowania opieki i zakres edukacji ustala dyrektor szkoły. Jeśli dzieci będzie mało, lekcji też będzie mniej.

Nie ruszą natomiast zajęcia w szkołach w Katowicach. – Mamy jasne informacje z powiatowego inspektoratu sanitarnego, że nie rekomenduje na razie otwierania przedszkoli, szkół i żłobków – mówił jeszcze przed weekendem prezydent Katowic Marcin Krupa. Na wytyczne z sanepidu czeka także Łódź i od nich uzależnia termin otwarcia placówek.

Ale rodzice także obawiają się o bezpieczeństwo dzieci. Choć szkoły deklarują, że są przygotowane pod względem sanitarnym, a Ministerstwo Edukacji Narodowej od 25 maja będzie montowało w szkołach dyspensery z płynem do dezynfekcji, rodzice liczą na przeprowadzenie testów przesiewowych na koronawirusa wśród kadry. Problem w tym, że są one kosztowne. Samorządy domagają się ich wykonywania od rządu. MEN stoi na stanowisku, że powinny to robić władze lokalne.

Samorządy w Toruniu i Słupsku zdecydowały się przetestować nauczycieli na własną rękę. – Podjąłem decyzję o przeprowadzeniu badań immunologicznych wśród pracowników żłobków, przedszkoli miejskich oraz szkół podstawowych. Szacujemy, że przebadanych zostanie ok. 550 osób. Badania zostaną wykonane na koszt Gminy Miasta Toruń – napisał na Facebooku prezydent Torunia Michał Zaleski. Przeprowadzenie testów rozważają też władze Łodzi. Dotąd sprawdzano tam jedynie kadrę w przedszkolach i żłobkach.